poniedziałek, 04 sierpnia 2014
04-08-2014 - Przejazdem

Ostatnio siedząc na kuchennym parapecie opowiadałam o tym jak bardzo bycie TU mi pasowało. Bo tak na prawdę nie byłam TU, tylko zawsze gdzieś - przeważnie gdzieś w Polsce, pomiędzy jednym a drugim miastem, w pociągach, autobusach, samochodach. Czasem na rowerze. Niedługo miną cztery lata od kiedy tu mieszkam, czas płynie nieubłaganie...Od jakiś dwóch jestem ciut bardziej stacjonarna. Póki co jestem.... I cały czas zastanawiam się jak długo. Czy najwyższy czas zbudować gdzieś dom, nie cztery ściany ale dom - z ludźmi, wewnętrznym ciepłem... Takie miejsce do którego się tęskni będąc nawet w górach ? 

 

Próbuję. Balansuję. Uczę się różnych rzeczy od nowa. Staram się - a w między czasie przyjmuję gości - z różnych stron świata. Wpuszczam ich do środka na te chwil kilka i obserwuję w rozmowach ich świat.

 

Przygotowuję dla nich herbatę, kawę, chleby, śniadania i ciasta. Uczę ich mojego świata.

Dla tych z tamtego tygodnia były CIASTKA SEZAMOWO - SŁONECZNIKOWE

 


 


 

SKŁADNIKI:

- 1 szklanka mąki

- 2/3 szklanki sezamu

- 1/2 szklanki otrębów owsianych

- 10 łyżek słonecznika łuskanego

- kostka masła

- 1/3 szklanki cukru, cukier waniliowy

- 1 łyżeczka proszku do pieczenia

- 1 jajko 

- 1/2 szklanki posiekanych orzechów włoskich

- duża garść - a może i dwie rodzynek

- 1/2 tabliczki czekolady

 

WYKONANIE:

- Na początku zrobić mieszankę ziaren sezamu, otrąb, słonecznika, orzechów, rodzynek, czekolady.

- Masło utrzeć z cukrem. Po otrzymaniu jednolitej masy dodawać - mąkę, proszek do pieczenia i jajko. Jak masa się połączy dodać wymieszaną mieszankę ziaren. 

- Z gotowego ciasta formułować kulki, spłaszczać - nadając kształt ciasteczek. 

-Ciasteczka piec w temperaturze 180 stopni około 15 minut. 

 

 

I tuż na sam koniec małych - wielkich spotkań - pierwsze w weekend kilkadziesiat kilometrów przejechanych w samotności na rowerze .... a później w niedzielne popołudnie - tuż po zejściu z gór to tu, to tam potykałam się o znajome twarze... Tu znajomi na motorach, a tam - znajomi ze wschodnich wyjazdów... Jeżdżę w te moje góry od lat i nigdy przez te lata nie udawało mi się spotkać na miejscu tylu znajomych... Coś się zmienia - przestaję być anonimowa w moich górach. Moje podejście do Biesów i Czadów się zmienia - pędzę przez szlaki, coraz mniej się oglądam, coraz bardziej skupiam się na ludziach. I niestety - coraz mniej robię zdjęć. 

 


 

08:11, inna_bajka
Link Dodaj komentarz »
czwartek, 31 lipca 2014
31-07-2014 - Na każdym kilometrze potykam się o Rusinów

Starzy Pan Tadeusz zawsze poirytowany pyta: Dlaczego nazywamy ich Łemkami ? Przecież za naszych czasów mówiło się Rusini. To samo z Cyganami. Cygan to Cygan a nie Rom.

Wywodzę się z tych dwóch, i jeszcze kilku kultur - moja rodzina zawsze mieszkała na pograniczu - część na terenie dzisiejszej Ukrainy, a część dokładnie tu - w Beskidzie Niskim. Dzięki wielu wojną i migracją mniej lub bardziej przymusowym - w moich żyłach płynie krew wielu przodków - trochę we mnie szlachty i prostego chłopa, intelektualisty i niepiśmiennego, a przy okazji - Polaka, Tatara, Rusina i Cygana... I taka właśnie jestem - gdzieś w mojej krwi płyną pierwiastki, które decydują o moich pasjach  - uwielbiam tułaczkę, bajanie, proste życie i intelektualne rozgrywki, a przy okazji - jestem waleczna i uparta. Nade wszystko kocham świat i muzykę. 

Dlatego w letnie weekendy gdy słońce w zenicie - lubię się po Beskidzie Niskim poszwendać i poszukać śladów przodków,... Czasem marzy mi się Lwów czy Wrocław - ale czasem wśród tych prostych chałup odnajduję swój dom. I wówczas gdy wjeżdżam do wsi pełnych Cyganów - nie boję się... Jadę na rowerze i myślę sobie, że przecież wywodzę się też z nich... Jest we mnie dużo z cygańskiej natury, urody... A tak mało ze Słowiańskiej. 

 

 

 

 

 

 

 

Tischner mawiał, że w człowieku jest coś takiego jak pamięć krajobrazu, w którym dorastał... Wraca się do gór jak do domu, do siebie... Właśnie dlatego w Bydgoszczy brakowało mi tej ograniczonej przestrzeni, starych chałupek i pagórków, obłoków obłędnie szybko wędrujących po niebie i wiatru szalejącego po polach. 

07:39, inna_bajka
Link Komentarze (5) »
piątek, 18 lipca 2014
17-07-2014 -Z cyklu uwielbiam karmić ludzi - Buła drożdżowa

Przepis na drożdżową bułę dostałam od M. Ona podobno robi ją dla swojej babci...Ale, że buła smakuje niesamowicie - i nadaje się absolutnie do wszystkiego - znika zaraz po wyjęciu z piekarnika.. Ja zrobiłam podwójną porcję z zamiarem zawiezienia - dziadkom, rodzicom i wnukom. Jednak po wyjęciu z piekarnika - jedna zniknęła od razu, drugą - zapakowałam do plecaka i jutro z samego rana - zabiorą ją ze sobą. 

 

SKŁADNIKI NA BUŁĘ (NA DWIE BLASZKI CHLEBOWE):

10 dkg drożdży 

2 szklanki ciepłego mleka

6 łyżek cukru

cukier waniliowy

szczypta soli

6 szklanek mąki 

2 jajka całe

2 żółtka

PRZYGOTOWANIE BUŁY:

Drożdże rozrabiam z łyżką cukru i po chwili jak zaczynają rosnąć - dodaję do nich ciepłego mleka ( nie może być ani za zimne ani za gorące). 

W  między czasie ubijam biało ze szczyptą soli, kolejno wsypuję resztę cukru, cukier waniliowy, dodaję żółtka... Później - powoli dodaję mąkę i mleko rozrobione z drożdżami,... wyrabiam na jednolitą masę.  Przekładam do natłuszczonych foremek. Odstawiam w ciepłe miejsce do wyrośnięcia (około 1 godzina), na sam koniec wierzch smaruję białkiem i posypuję gruboziarnistym cukrem. Piekę w 200 stopniach na termoobiegu do czasu aż złapie kolor. A później na 170-180 przez jakieś 30-40 min. 

 

 

22:50, inna_bajka
Link Komentarze (7) »
poniedziałek, 14 lipca 2014
14-07-2014 - Mam dość równouprawnienia !

Mam dość równouprawnienia... Mam dość młotków, śrubokrętów i swoich silnych ramion! Mam dość swojego zmysłu technicznego i silnej dłoni ! Mam dość zabawy w hydraulika, gaziarza i tragarza !!! Mam dość !!! 

I to, że dźwigam 20 - 30 kg plecak w górach nie znaczy, że o sile jednego mózgu dwóch rąk i dwóch nóg muszę robić wszystko !!!

Chcę nosić sukienki, malować paznokcie, wypinać biust do przodu, niezdarnie potykać się o wystające płytki chodnikowe w niewygodnych butach i zamaszyście trzepotać rzęsami... 

 

20:44, inna_bajka
Link Komentarze (1) »
niedziela, 06 lipca 2014
05-07-2014 - Powroty

Pamiętam takie powroty, podczas których obmyślałam kolejne wyjazdy... Mam nawet taki punkt niedaleko mego domu, tuż za zakrętem - w którym zawsze do głowy przychodzi mi myśl - wyjechać gdzieś... Czasem jednak powroty są zbawienne. Wracam i dopiero rano gdy budzę się w swoim łóżku wiem, że chciałabym pojechać dalej - ale już w innym kierunku, w inne miejsce, do innych ludzi... 

Ten wyjazd w kierunku Śląska Cieszyńskiego był tak trochę ze zdrowego rozsądku. Teraz zastanawiam się po co, przecież miałam dobrze zapisany w pamięci ten ostatni i przedostatni wyjazd, dokładnie pamiętałam każdy szczegół i każde uczucie, które jemu towarzyszyło.. Czucie każdej części ciała.

Tuż po przekroczeniu progu domu moich gospodarzy wiedziałam, że to nie była najlepsza decyzja. Pomyślałam jednak, że skoro zrobiłam krok do przodu - zrobię wszystko żeby coś z tego wyjazdu wynieść i czegoś się nauczyć. Postanowiłam wygospodarowywać godzinę dziennie na wybieganie. Ale tym razem - o poranku, dokładnie wtedy gdy świat budzi się do życia.... Dzień w dzień nad Wisłą pokonywałam kolejne kilometry, a mina po kilku minutach mimowolnie układała mi się w uśmiech... Biegałam tak codziennie, dzień w dzień wydeptując około 10 km. Polubiłam poranne bieganie, od jutra zaczynam je wdrażać w moje codzienne funkcjonowanie. 

 

Biegając myślałam o swoich początkach - zaczęłam tak na prawdę dlatego, że na co dzień brakowało mi metody, która wpłynęłaby pozytywnie na moją górską kondycję. Początkowo było to 3-4 km. Biegałam co drugi dzień i powoli zmieniało mi się podejście do tej formy aktywności (Też nie wyobrażałam sobie jak można uwielbiać bieganie!), później nastąpił mały wypadek i wielka kontuzja. Pół roku niepewności i oszczędzanie nogi. Z czasem już wiedziałam, że mogę ale noga nieużywana przez tyle miesięcy sama odmawiała posłuszeństwa, przy każdym kroku stopa bolała niesamowicie. A po około trzech próbach - kolejna zakończyła się katastrofą, wróciłam do domu pieszo kuśtykając na jednej nodze. Myślałam, że bieganie do mnie nie wróci, a rower zawsze już pozostanie wypięty. Zmieniłam zdaniem dopiero w styczniu tego roku. Czułam, że ja i moje ciało nie pasujemy do siebie, uparłam się i zmieniałam powoli wszystko - dzień w dzień pilnowałam jadłospisu, a wieczorem mobilizowałam się do ćwiczeń z Ewką Chodakowską, weekendy starałam się spędzać na basenie, a od czasu do czasu ładowałam baterie w górach. Powoli wracałam do formy... Odkryłam prostą zależność - nauczyłam się, że kluczem do sukcesu jest systematyczność. Dni, tygodnie, miesiące mijały, moje ciało powoli wracało do sprawności... Wiedziałam, że jak tylko pogoda pozwoli - ponownie wybiegnę na ulice miasta i postaram się złapać wiatr we włosy... Pierwsze bieganie po przerwie - i wielka radość, noga nawet nie bolała, a ja wydłużyłam pierwotnie zaplanowaną trasę... Z tygodnia na tydzień pomieszałam - ćwiczenia, rowerowe jazdy i bieganie,... Trochę do lamusa odeszło pływanie - ale to głównie ze względu na pogodę. Biegam teraz ze swobodą tą moją 10. Jestem szczęśliwa. Mam nadzieję, że w następnym roku uda mi się przebiec maraton. A jak nie za rok, to za dwa. 

19:02, inna_bajka
Link Komentarze (3) »
niedziela, 22 czerwca 2014
19-06-2014 - Ławka Szwejka na Przemyskim Rynku

 – Zróbcie pięć kroków naprzód i pięć w tył.

Szwejk zrobił od razu kroków dziesięć.

– Mówiłem przecie, że macie zrobić pięć kroków – mówił lekarz.

– Ja tam, proszę pana, paru kroków nie żałuję – odpowiedział Szwejk.

 

Szwejk w mojej rodzinie jest postacią kultową, IdC tak długo czytał tą książkę w tę i we w tę, aż okładka odpadła, a strony powoli zaczęły się kruszyć. My - jego dzieci cierpliwie znosiliśmy wszelkie mądrości tego genialnego idioty tak długo - aż stały się naszymi mądrościami. Myślę, że na starość - zamiast szukać po miastach różnych szwejkowych śladów - będziemy z dumą odtwarzać z VHSu kopię filmu z przygodami wojaka.

Na razie jednak - tam gdzie wpadam na wojaka z wielkim pyrkatym nosem (dokładnie takim jak mój) przysiadam przy nim na chwilę... Czasem gadam do niego, a kiedy indziej jak np we Lwowie siadam obok i sączę w towarzystwie Szwejka piwo. Z tym z rynku w Przemyślu wymieniłam porozumiewawcze spojrzenie, potarłam nos o nos... ;)

 


Dałam się namówić na Przemyśl z doskoku. Lubię takie miasta - gdzie na granicy dwóch państw przeplatają się różne wzorce kulturowe, religijne, społecznościowe. I taki właśnie jest Przemyśli, typowo galicyjski, trochę wschodni, trochę zachodni, ze starym, już przykurzonym wielkomiejskim klimatem. W takich miejscach tęsknię za wschodem... Chciałabym móc przejechać te kilkadziesiąt kilometrów dalej i znaleźć się we Lwowie, a jak nie tam - to w Pradze... Czekać na gorące letnie popołudnie w zakamarkach ogródka na tyłach kamienicy, popijać zimne Lwowskie lub Budweisera i nie myśleć o niczym... Są miasta do których lubię wracać. Myślę, że Przemyśl też będzie wywoływał wspomnienia - a już na pewno CK Monarchia. Miejsce niesamowite, ukryte gdzieś na ulicy Puszkina. Magiczne, doskonałe, pomyślane w każdym szczególe i przede wszystkim - aromatyczne... A chyba o to chodziło.. Spróbowaliśmy zupy gulaszowej, pierogów z kaszą gryczaną i dzikiem oraz gołąbki galicyjskie. Muszę tam jeszcze wrócić - bo na liście tego, co skusiło jest jeszcze ulubiona sałatka Sisi, zupa rybna halaszle... a później chrust galicyjski...


Uwielbiam podróżować do smaków, ale do miejsc też....  

 

 

 

 

 


 

A pojechaliśmy do Przemyśla spróbować lodów we Fiore, które R zachwala przy każdej okazji... Pozostanę jednak przy zachwalaniu CK Monarchii. Lody z przemyskiego rynku niech się bronią same, jak mają się obronić.. 

wtorek, 17 czerwca 2014
15-06-2014 - Kropka

KROPKA  (.)

 


Nic więcej , bo nic więcej nie potrzeba. 

 

.

 

 

Miało być ciut więcej, ale cały spis się skasował i pozostała KROPKA. Ten wpis jest dla mnie. 

08:32, inna_bajka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 14 czerwca 2014
13-06-2014 - Just do it !

Zastanawiałam się kiedy przekroczę tę magiczną granicę. Kiedy codzienne wybieganie zamienię na miłość do biegania ?

Nie wiedziałam, że będzie to 13 w piątek. Ogarnęłam domową rzeczywistości, ubrałam biegowe ciuchy i buty, w telefonie puściłam Marka Niedźwiedzkiego... Wyszłam z domu na chodnik, a tam krople deszczu... Pobiegłam... Biegłam tak 10 km, deszcz delikatnie spływał po moim rozgrzanym ciebie, słuchałam Niedźwiedzia, a mina mimowolnie układała mi się w uśmiech od ucha do ucha.  

Wczorajsze wybieganie zaczęłam od REM The One I love ...

 

13:10, inna_bajka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 09 czerwca 2014
09-06-2014 - Bądź dobrym człowiekiem

Kiedy w ciepły poniedziałkowy poranek pod stopami napotykasz coś takiego- nie możesz odmówić...

 

 

Jestem złą kobietą, ale zawsze mogę być dobrym człowiekiem ;)

14:46, inna_bajka
Link Komentarze (4) »
środa, 04 czerwca 2014
04-06-2014- Jak obecnie rozumiemy WOLNOŚĆ?

 4 CZERWCA uczciłam wieczornym bieganiem. Kilkanaście dni temu uzupełniając ankietę SPISBIEGACZY.PL stwierdziłam, iż dla mnie bieganie jest synonimem wolności. Jak wiec mogłam inaczej ? I dopiero, gdy wprawiłam ciało w ruch pomyślałam, że biegam w butach kupionych w TKMaxxie, skarpetkach od Tereni (z którą szukam za wschodnią granicą trochę prawdziwego życia), leginsach z niemieckiego Lidla i koszulce adidasa kupionej w secondo handzie… Słucham do tego amerykańskiej muzyki z fińskiego  telefonu… Takie to moje życie międzykontynentalne – wolne ! Wolność to posiadanie prawa wyboru, możliwość wybierania z całej palety barw…

 

21:33, inna_bajka
Link Komentarze (3) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28
| < Grudzień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30 31
Tagi
stat4u