piątek, 24 grudnia 2010
24-12-2010 - Kto ma lepszą rymowankę ?

....puk puk...

Obudziło mnie dziś rano stukanie do drzwi - Pan z administracji - podobno coś nie tak z moją instalacją wod- kan - gaz :) Cudownie - więcej transcendencji z rana w Wigilię być nie mogło ! Wymieniliśmy kilka kurtuazyjnych zdań o wodzie, gazie, zaworach, rurkach, zaciekach itd po czym Pan poszedł a ja zerknęłam na moją komórkę - smsów sztuk 3 - i tak sobie myślę... kto w tym roku wymyśli najdurniejszą rymowankę? A czy życzenia nie mogą po prostu płynąć z serca...

(Tak czy owak ogłaszam konkurs na świątecznego smsa :))

 

.. i wtem - telefon - Bartas, naj- TAXówkarz z B. - chrypiącym głosem a'la Marlin śpiewa do mnie - Happy Birtday To You.... I pomimo że urodziny miałam prawie miesiąc temu, a dziś co najwyżej imieniny i świątecznie - ... takie spontaniczne odruchy są warte porannego wstawania !

 

 

Wszystkim - Radości ! ... a że świątcznie to i Smacznego !


Dla Was - Bob Dylan - Little Drumer Boy:


09:29, inna_bajka
Link Dodaj komentarz »
środa, 22 grudnia 2010
22-12-2010 - Za co nie lubimy świąt?

Nie mam czasu, ... więc pytam:

Za co nie lubimy świąt ?

Czy atmosfera świątczna nas przytłacza ?

A może przeciwnie - Może napawa nas optymizmem i z uśmiechem na ustach siadamy do Wigilii ?

 

 

Z zadań na dziś:

- wypływać stres przedświateczny,

- pójść do sklepiku z prasą i zastanowiś się, która gazeta w tym roku będzie przemawiała do mnie o obrządkach pogańskich, istnieniu/ nieistnieniu Boga, tradycjach, pieczystym itd,

- kupić wino,

- zrobić zakupy,

- czekać na akwarium (ile można czekać ?),

- stworzyć sobie choinkę,

- pofarbować włosy R.,

- poszukać przepisu na sernik dla Kg,

- zadzwonić do kilku osób ..., wysłać kilka listów, zrobić kilka zdjeć...

- a poza tym przygotować się na jutrzejsze pieczenie, gotowanie, krojenie, zawijanie, mieszanie - czyli tzw. koszmar kuchenno - wigilijny...

Jutro może będzie bardziej optymistycznie ... a póki co na poprawę humoru - Przyjaciele Karpia - Karp 1:

 

 

09:08, inna_bajka
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 20 grudnia 2010
20-12-2010 - Herbatka, K-Pax, Niedźwiedź Polarny i projekt denko- podejście 2

Wieje, wieje i rozwiewa nas... podesjście drugie...napisałam kilka długich, nawet niegłupich zdań po czym moja mało bystra dłoń kliknęła na jakiś link i wszystkie słowa poleciały w eter...A miało być tak: ....za oknem minus pięć, ale na szczęście - udało mi się wyjść.

Od jakiegoś czasu każdy tydzień zaczynam tak samo, w poniedziałek rano tuptam na śniegu i czekam na K., jedziemy na basen. Pływamy - on ściga się z czasem, ja - z sobą. Uwielbiam tą synchornizację ciała i wody. Doskonałość zmagania się człowieka z żywiołem. Pływanie uczy nas siebie i świata, tak jakby ruch wody zmieniał kierunki myśli i wszystko porządkował.

Przy tamtych słowach parzyłam herbatę - teraz - kończę pić drugi dzbanek, ale słowo się rzekło i miało być o herbacie więc będzie. Dziś piję herbatę czerowną, ... Ulubiona herbata R. W wydaniu na dziś herbata czerwona jest parzona z małych chińskich kosteczek, które po zalaniu wodą zmieniają się w pnącze liści. Ma charakterystyczny ziemisty smak, doskonale smakuje w wersji z imbirem i cytryną, dziś jednak sączę z kubka ascetyczną wersję tego naparu. Moim zdaniem - idealna na takie słoneczne dni. Kiedyś Pu-erh była herbatą arystokracji, uznawana była bowiem za jeden z najlepszych gatunków herbaty czarnej. Dziś przede wszystkim docenia się jej walory zdrowotne, z nie małym namaszczeniem pita jest przez fanatyków odchudzania. Kiedyś poproszę R. żeby opowiedziała o smakach herbaty czerwonej...R. - wypowiesz się ?

Mój smak - to zielona herbata - aktualnie - Sencha. Podobno jej niesamowity smak (trawiasty) i żywa zielona barwa są wynikiem procesu parzenia, któremu poddaje się liście przed zwinięciem. Dla mnie aktualnie - to smak idealny. R. nauczyła mnie pić ją w wersji ze stokrotką - ma lekki aromat i zabawnie wygląda w kubkach. Z K. pijemy wersję ascetyczną - zaparzoną w glinianym czajniku. Dobrze smakuje też z kilkoma kroplami z soku z cytryny, ... bez miodu i cukru... Nie lubię cukru w herbacie.

Ale smaki - każdy ma inne. Kg mi doniosła, że trwają obecnie prace nad stworzeniem robota, który będzie odczuwał świat podobnie jak my. Z tego co Kg wyczytała w Newsweeku podobno najtrudniej skopiować ludziki dotyk i smak. Jak wiecie, Kg optowała za uznaniem dotyku jako najważniejszego zmysłu człowieka, ja - jestem zwolennikiem wzroku. Kg miała rację, zresztą przyznałam jej zwycięstwo już przy okazji pierwszego wpisu na tym blogu,... Zastanawiam się jednak czy wśród Was był ktoś kto wspominał o smaku jako o najważniejszym zmyśle... Kto z nas przede wszystkim smakuje świat ?

B.- wybacz, ale muszę o tym napisać :) Projekt denko bowiem jest niodwołalnie związany ze smakiem i myślę, że Ty jesteś jedną z niewielu osób, które smak mogłyby uznać za zmysł ważny o ile nie najważniejszy. B. w ramach świątecznych Santów z pracy - a właściwie od GWIAZDORA (tak w B. nazywają to, co tutaj nazywa się Aniołkiem, Dziadkiem Mrozem itd itp) dostała karton słodyczy i w ramach bycia radosną kobietą w kwiecie wieku i ze świetną figurą postanowiła wdrażać PROJEKT DENKO. Napisała dziś do mnie:

[...]toteż wdrażam projekt denko hahha czyli jak ujrzę dno tego kartonu to juz bedzie oznaka iż stoczyłam się maksymalnie...i mogę nosić przydomek obrzartucha
;-) [...]ja dziś w interncie od rana oglądam plaże polinezji francuskiej hehhe

potrzebowałam odskoczni...bo mam wrazenie, że w tej tundrze lada chwila ujrzę niedzwiedzia polarnego...bleeee

co za pogoda!

a ty mi jeszcze o kijkach gadasz!

wariatka!

Moja Droga B. - czy smak jest ważny ? czy najważniejszy ? Uwielbiam ten kontrast - Ty masz Projekt Denko i Polinezję Francuską, ja kijki i śnieg :) Kontrast doskonały i jakże wspaniały... Kije czasami bywają tym samym co Projekt Denko. Śnieg - w odpowiednim świetle może być Polinezją Francuską - wszystko zależy od tego, kto patrzy.

 

 

Śniegu MOC

Ruiny Zamka Odrzykońskiego

 

Patrzyłam - wczoraj z Tatą, bowiem ktoś zabrał K. Myślę, że ludzie z K-Pax w końcu dolecieli do planety ziemia i zabrali K. na inną planetę. W zamian - zostawili kogoś, kto wygląda prawie tak samo, nawet próbuje się prawie tak samo zachowywać... ale .... Oddajcie K. ! Czas jechać w góry !

 

 

 

....i przed świętami wracam do Safiry i Eragona...

13:23, inna_bajka
Link Komentarze (2) »
piątek, 17 grudnia 2010
17-12-2010 - Polskie Radio & Sting Live

...dziś tylko kilka słów... bo nie da się wypowiedzieć muzyki...

 

Kuba Strzyczkowski powiedział, że radiowiec to człowiek, który tylko od czasu do czasu łaczy się z rozumem. Cieszę się, że przynajmniej od czasu do czasu... a póki co - jak dobrze słyszeć...

 

Z Kupca Weneckiego Williama Shakespeare:

Ktoś, kto muzyki w samym sobie nie ma,
Kogo nie wzrusza słodycz zgodnych dźwięków,
To człowiek zdolny do zdrad, spisków, gwałtu;
Jego wewnętrzne porywy są mroczne
Jak noc, bezdenne jak ciemność Erebu.
Takiemu nigdy nie ufaj. Słuchajmy
!

 

22:53, inna_bajka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 16 grudnia 2010
16-02-2010 - Nie mogę znaleźć 40 gorszy...

... dzwonię do mamy - ona mówi: Taki dzień, nie mogę znaleźć 40 groszy. Kto zna moją mamę - ten wie, że ona zawsze wszystko znajdzie.. a już na pewno znalazłaby 40 gr pomiędzy jednym a drugim słupkiem, taką czy inną fakturą... Nie wiem co mama dziś liczy, mnie niebo leci na głowę. Chmury są tak nisko, że gdybym tak mogła pożyczyć drabinę od Małego Księcia - mogłabym sięgnąć chmur.. ale właśnie - chmur... choć hmmm.. właśnie widzę przebłysk błękitu...

Ponieważ mój stan umysłu na chwilę obecną pozostawia wiele do życzenia - posłużę się póki co myślą cudzą - mam bowiem kilka rzeczy o których miałam napisać

[kolejność przypadkowa, mam nadzieję, że nikogo nie urażę :) ]


  • Dostałam wczoraj smsa: Kg:jestem oczarowana tym światem. Każdego dnia widzę dobro w sercach ludzi, często obcych ludzi.

Myślę, że w gruncie rzeczy kazdy z nas jest dobry, tylko każdy na swój sposób... Jak to kiedyś powiedziała jedna Pani - to, co dla jednych jest podłogą, dla innych bywa sufitem. Myślę, że z dobrem jest podobnie. Hmmm... wolę jednak myśleć o ludziach w kategoriach dobra, choć - osobiście słodko - gorzki smak życia zdecydowanie bardziej mi odpowiada... I znowu mam Amulet Raz Dwa Trzy w głowie - gdyby były tylko same piękne chwile, nie wiedziałbym że żyłem,....


  • Kc pisze, że się zakochał i z cyklu things to do... ma zamiar - przeprowadzić się na inny kontynent i dokonać zmiany niemożliwego...

Kc - życzę powodzenia ! i nadal jestem realistką :) W ramach bycia na ziemi proszę więc abyś pobudził swoja kreatywność i zaczął myśleć polską kategorią czaso-przestrzenną :)

 

  • Akwarium a Kevin sam w domu

Akwarium - K od dawna o tym mówi, tak więc w ramach spełniania własnych zachcianek (właśnie mi przyszedł do głowy pewien wywód - ale pomyślałam, że to nie czas i nie miejsce o tym pisać) kilka dni temu dokonaliśmy wspólnymi siłami zakupu, ale akwarium jest K i tylko K ....Do rzeczy- od początku nie byłam entuzjastką tego pomysłu...ale później jak już słowo się rzekło, a akwarium zostało zakupione - przyszedł mi do głowy fantastyczny pomysł - pomyślałam o nim jako o alternatywie dla Kevina :)

I cieszę się już na ... oglądanie zniewolonych ryb, mam tylko dylemat związany z wolną wolą tych stworzonek...Poszłam nawet dalej w swoich rozmyślaniach - ponieważ nie będzie mi dane spędzać świąt przed tv w towarzystwie takich czy innych Santów - w latach przyszłych proponuję zakupić alternatywę dla ryb - kominek. I wtedy już bezkarnie będziemy mogli się spotykać przy grzańcu...

Ehhh-moja wyobraźnia pokazuje sielski obrazeczek: domek w górach, śniegu moc, pełno żarzacego się drewna, skarpety pełne prezentów... mikołaj w kominie...wielopokoleniowa rodzina... Stop! moża jendak nie... akwarium wystarczy... ;)

O problemie WOLNEJ WOLI od Apacha:

Amerykańska wizja świąteczna dla odważnych:

:) :) :)


  • Z wysokich obcasów Extra cytatów kilka z wywiadu z profesorem Tadeuszem Sławkiem (O tym numerze WO jeszcze będzie, ale innym razem):


Człowiek jest jak nomada: nasza droga do spokoju wiedzie przez niepokój. Ledwie znajdzie pozorny spokój, już go dręczy kolejne pytanie. I tak w nieskończoność.

Bezapelacyjnie zgadzam się... trzeba tylko dobrze pytania zadawać ;)

 

Trzeba się nauczyć wychodzić z ról. Nie utożsamiać do końca z funkcją, którą się wykonuje. Jak człowiek nie wie do końca, kim jest, to wzrasta szansa, że w przepływach między rolami i funkcjami, zajęciami, terminami mogą mu się zdarzyć ciekawe rzeczy. Gdy traktujemy siebie zbyt poważnie, łatwo znaleźć się pod ścianą, bez żadnego pola manewru. To śmiertelne niebezpiecześnstwo utraty dostansu do siebie.

To cytat dla wszystkich ku refleksji i jednocześnie z podziękowaniem, dla tych dzięki którym utrzymuję swój dystans do świata, ludzi, rzeczy...

 

Żyjemy w złudnym przeświadczeniu, że jak się rodzimy, to podpisujemy układ z losem, sumieniem, Bogiem - niech pani sobie wpisze co chce - umowę, że szczęście jest powołaniem człowieka. A to nie prawda. Powołaniem człowieka jest coś zupełnie innego. Niepewność, napięcie, niepokój.

Nie musimy się czuć komfortowo. Nie musimy za wszelką cenę dążyć do szczęścia, do zaspokojenia przyjemności. Naprawdę.

Skoro szczęście nie jest celem człowieka... to czy powtarzanie - "chcę być szczęśliwy/ szczęśliwa!" jest tylko głupim, pustym frazesem ?

 

Człowiek jest krzątaczem. Problem w tym, czy damy się sprowadzić tylko do codzienności, zamknąć w niej, czy będzie nam chodzić o coś więcej.

To też ku refleksji ;) Dla każdego to "coś więcej" ma zupełnie inne znaczenie. Myślenie o człowieku jako o krzątaczu bardzo mi się spodobało.

 

Kilka o religii - czyli z cyklu refleksyjnie o religii przed  świętami:

Po pierwsze, rozdzieliliśmy ciało od duszy, po drugie, uznaliśmy, że ciało jest podejrzane, a dusza - cacy, po trzecie, wymyśliliśmy Boga, który skazuje człowieka na wieczne męki tylko dlatego, że człowiek idzie za swoimi pragnieniami.

Sens życia polega na tym, że się ma wątpliwości, przeżywa rozsterki, dramaty, że się cierpi. Na koniec swojego "Jeruzalem" Blake napisał: "Wierzę w Jezusa, który jest przyjacielem grzeszników". Czyli tych, którzy mają wątpliwości, przeżywają życie w dwójnasób i cierpią.

O sam-o-tn-ości - czyli ości o samotności:

Dziś już nikt nie ucieknie na pustynię. Ledwo byśmy się na niej znaleźli, natychmiast zapełnilibyśmy ją rzeczami. Jak Robinson Crusoe na bezludnej wyspie znaleźlibyśmy Piętaszka i zorganizowali społeczeństwo. Pustelnie możemy dziś znaleźć wyłącznie w środku miasta. W przebłyskach mięczy krzątaniną.


Bieganie to dla mnie doznanie skrajnej samotności.


- Chwali pan samotność?

- Nie chodzi mi o samotność rozumianą jako ucieczka od życia. Myślę po  prostu, że człowiek powinien czasem wycofać się na jego peryferie.[...]Takie ćwiczenie do wolności. Żeby na nowo, inaczej, krytycznie przyjrzeć się: narodowi, Kościołowi, rodzinie, polityce.


I na sam koniec:

Dziś nie tylko staramy się robić wyłącznie rzeczy użyteczane, ale i nie marnować czasu. Tymczasem niekiedy warto to zrobić. .

Życie jest jednorazowe ale nie do jednorazowej konsumpcji. Życie jest do myślenia, nie do wyciągania pospiesznych wniosków, rozumienia i uszanowania okoliczności, w których żyjemy.

 

I miałobyć dziś jeszcze kilak słów o herbacie, i jej rytuałach, ale na dziś - wystarczy... Dodam jeszcze coś usłysznego dziś:

  • Tina Turner śpiewa i wygląda lepiej od The beatles :

     


     

     

     

     

     



     

15:51, inna_bajka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 14 grudnia 2010
14-12-2010 - Maniak po ciemku..

... nie maniak, ale po ciemku,...

z tą śniego-wodą do kostek marzę sobie o :

rowerowo

 

... i myślę sobie, że ta zima kiedyś musi minąć, zazieleni się, urośnie kilka drzew... i stanie się tak...Nie, nie !!! Narciochy !!! - ale w tym roku na wskutek różnych wypadków miłosnych i nie- miłosnych narciochów nie będzie z taką intensywnością... A jaki będzie narciochowy 2011 ?

Zimowe weekendy zapowiadają się dobrze - i jak tylko nastanie czas przyrody - napiszę....

Na razie - dziś - dostąpiłyśmy zaszczytu z R. i obcowałyśmy z kiczem wszechobecny i wszechogarniającym. Myślę, że sama Szymborska by nam pozazdrościła :)Mamy więc już piękną koncepcję na jeden z wieczorów. Ale o tym innym razem, na razie w ramach eatingów z doskoku - obiad u R. i W.

To co R. potrafi wyczarować ze świni zalegającej w lodówce - czyli pozbywamy się z lodówki mięsa, którym ktoś nas uszczęśliwił :)


Na marginesie dodam -  K. powiedziałby, że R. jest doskonałym materiałem na żonę bo po 1 - robi pierogi, po 2 - zmywa naczynia i uwielbia prasowanie, a po 3 - ma serki topione w lodówce... Dodam też, że R. za materiał na żonę doskonałą się nie uznaje... Nie docenia siebie - bowiem na prawdę świetnie gotuje i czaruje coś z niczego :)

Ad rem...


- 40 dkg szynki wieprzowej, pokrojonej na średniej wielkości kawałki,

- papryka czerwona,1/2 papryczki chilli,

- 2 cebule,

- oliwa, przyprawy - sól, pieprz, papryka słodka, oregano, bazylia, majeranek,

- 18 szt (tak mówi W.) małych pięknych brukselek,

- PENNE :)

Z perspektywy krzesła w kuchni - gotowanie R. wygląda tak:

Brukselkę gotujemy na twardo, odcedzamy z wody.

Makaron gotujemy al dente :)

Mięso dusimy na małym ogniu na oliwie z oliwek, podlewając je co jakiś czas wodą, jak już zmięknie dodajemy do tego pokrojoną cebulę i papryki, na końcu przyprawy... Powstaje piękny zapach potrawki z mięsa w sosie własnym z warzywami. Na samym końcu dodajemy podgotowaną brukselkę.

Układamy - koniecznie na białym talerzu ze złota obwódką - makaron po jednej stronie, a po drugiej potrawkę :) Mieszamy, przekładamy, wydziwiamy, rozmawiamy, jemy..Coś pysznego,hmmm... ostrego z nutką warzywnej delikatności. Pijemy do tego - Wyznania Gejszy i gaworzymy o suszonej wiśni w herbacie.. ale o tym innym razem..O herbatach w ogóle trzeba będzie napisać... myślimy z R. bowiem, że tak samo uzależniają jak wszystkie inne znane nam używki.

Czytam - WO Ekstra - muszę przetrawić jeden temat... Nie wiedziałam, że ktoś myśli podobnie jak ja.. A bałam się tak myśleć, więc będę musiała o tym napisać... ale nie dziś - jutro - poranne pływanie.. Więc pora spać...

A na koniec to, co Papa znalazł w sieci:

http://www.youtube.com/watch?v=r09ftd42GRU&feature=related

http://www.youtube.com/watch?v=xSRfn2wCia8&feature=related


... lubię jak ten blues mnie koi... dobrej nocy...

 

 

 

22:48, inna_bajka
Link Komentarze (4) »
poniedziałek, 13 grudnia 2010
13-12-2010 - Syndrom 13 grudnia...

... ta data jest obarczona tak wielkim brzemieniem, że słowa dziś są zbędne...

29 lat temu Pan J. postanowił wprowadzić stan wojenny, uzasadnione/ nieuzasadnione ? nie wiem... myślę, że takie rzeczy ocenia historia. J. też osądzi historia, a sytuacje kiedy starego, schorowanego człowieka sądzi się za to co zrobił - zasadne bywają, ale czy osąd spełnia swoją rolę (?)

Nie wiem jak czuje się Jaruzelski kiedy w nocy pod jego domem pół tysiąca ludzi protestuje, nie wiem ... myślę sobię czasem o nim.. i mam ambiwalentne odczucia...

J. pewnie nie doczeka się procesu dotyczącego stanu wojennego, doczekał się tego za Grudzień 1970. Będzie więc dziś Krystyna Janda - Ballada o Janku Wiśniewskim

http://www.youtube.com/watch?v=3Rb3XKj2ARU

Powinnam też wrzucić coś z Kaczmarskiego - ale .. nie, nie będzie Jacka dzisiaj... Skoro mamy Jandę - to moje skojarzenia do Pani Krystyny:

1. Najlepsza - zdecydowanie w Przesłuchaniu Ryszarda Bugajskiego - oglądałam go po raz pierwszy jako dziecko, schowanan pod łóżkiem rodziców. Niezaprzeczalnie jeden z najważniejszych filmów w moim życiu.

2. Zaimponowała mi - Agnieszką w Człowieku z marmuru Wajdy... a ten film zobaczyłam zdecydowanie za późno.

3. Ostatnio - w Tataraku - wciąż niesamowita, a w Rewersie - konsekwentna do końca.

4. Cenię - za Polonię. I myślę, że siła, którą widać w jej rolach jest w niej samej jeszcze wieksza.

5. Czytuję - Moja Droga B., Różowe tabletki na uspokojenie - można przeczytać jednym tchem. A w PANI - od niej lub Domagalik zaczynam lekturę.

 

Dziś jest taki dzień, że z perspektywy czerwonego kubka z czymś ciepłym w środku i pod kocem najlepiej ogląda mi się świat.. wracam więc do swego świata - a właściwie do światów równoległych...


I jeszcze coś z Jandy - bo ładne:

http://www.youtube.com/watch?v=XV6IVKtmgEE&feature=related

 

kropka.


Ps1. Agapioro - dzięki - zwróciłaś mi uwagę na coś bardzo ważnego. Masz rację - najelpsza kawa to ta pita - w towarzystwie Bliskich. I nie tylko kawa, bo takie herbaty też miewają cudowny smak. Słowiańska natura nakazuje mi tu wspomnieć jeszcze o innych trunkach...

Maleńczuk i Waglewski - Koledzy

http://www.youtube.com/watch?v=patL2Z2USvw

Ps2. Moja Droga B. - nie pij kawy ! Zaparz sobie aromatyczną herbu - w tych pięknych wielkich filiżankach i myśl o śniegu za oknem, pozdrawiaj Wojtka Manna i uśmiechaj się do Diderota :) Czy Twój Papa nadal produkuje te pyszne nalewki ?

Ps3. W. - na szczęście mogę zacytować Andrusa:

I przehulaliby cały pałac,
Wszystko by zżarła gangrena,
Gdyby za twarz ich nie przytrzymała
Pewna brutalna Helena.


....właśnie się dowiedziałam, że zimowe szaleństwa czas zacząć... :) czy ja podziękowałam za ten czerwony kubek ? i znów myślę o ludziach w kategoriach kolorów...?

 

na dzień dzisiejszy



19:00, inna_bajka
Link Komentarze (4) »
niedziela, 12 grudnia 2010
12-12-2010 - W wielkim mieście...

... nie w Wielkim a mieście ...

Wczoraj - budzik - 8:45.  Dziś - wstałam, zmieliłam kawę, zaparzyłam, dodałam mleka - sączę z czerwonego kubka cudny smak powstały ze zmieszania Arabiki, wody i mleka. Uwielbiam ten poranny rytuał - ciało które jeszcze się nie obudziło, ciepła kawa która ma pobudzić ale właściwie jeszcze usypia, ciepły koc .. Dziś w Trójce audycja o Cztery Raz Dwa Trzy. Ale o tym później. Po kolei...

Kawa - uwielbiam smak kawy - świeżo zmielona z zaparzarki (takie małe naczynko z dalekiej Italii), z rana - zmieszana z mlekiem. Po południu - w małych filiżaneczkach- Espresso w wariantach - samotna czarna, z cukrem białym/ trzcinowym, z kubeczkiem wody. Osobiście - kawy nie słodzę.

Choć.. hmmm...  W. i R. podali mi tydzień temu pyszną kawę czekoladową i odrobiną cukru trzcinowego. Doskonała na poprawę humoru :)

 

Na wzór Pana Wojtka Manna będzie teraz pięc skojarzeń do KAWA:

1. Najlepsza jaką piłam - rozpuszczalna, ciepła kawa z małego termosu wypita na Pikuju w towarzystwie K., kulek gradowych i przeogromnego zmęczenia. To był smak zdecydowanie spotęgowany przez atmosferę :).

2. Najsmaczniejsza - zdecydowanie ta pita we Włoszech - tam po prostu wszędzie jest pyszna kawa.I marzy mi się - codziennie pić kawę we Włoszech z widokiem na gaje oliwne, maleńkie ryneczki lub stoki w Alpach....

3. Codzienna - poranna - z zaparzarki lub w wersji "nie chce mi się" - wsypana do kubka, zalana wodą, a później - mlekiem. Wiem - smakosze mają teraz niesmak na twarzy ;)

4. Kawa polska - wcale nie Polska - jeszcze w B. - Grande lub w wersji "poprawiamy sobie humor" - Irish Coffee. W Krakowie - kupiona w małej palarnii kawy niedaleko Teatru Bagatella - tylko nieliczni wiedzą gdzie to było, jak pachniało i jak smakowało; w Gdynii - zdecydowanie w Coffee Heaven kupiona na wynos, wypita na Skwerze Kościuszki; w Bieszczadach - w porannej mgle wypita w małych plastikowych kubeczkach kupowana na stacji za Cisną; w podróży - kupiona na Stacjach Orlen - pod warunkiem, że mają ekspresy i nie mija właśnie północ, a wspaniałomyślna obsługa nie postanawia właśnie wyczyścić ekspresu :)I tu w K. - Espresso Cafe - na prawdę smaczna i sprzedawana także w wersji dla argonautów.

5. Najgorsza - kupiona kiedyś przy otwarciu pewnego centrum handlowego na Nowej Hucie - nazywała się Taka Czarna, miała kuszącą studencką kieszeń cenę i smakowała... ach - smakowała tak - że nikt, no - prawie nikt nie był w stanie tego wypić. Dodam - że Jacobs Kronung to wtedy było prawie nieosiągalne marzenie :)

(Pan Wojtek M. właśnie zasiadł przed mikrofonem gdzieś daleko na Myśliwieckiej w Warszawie i przemawia do świata. Tak Panie Wojtku - na szczęscie - na Lady Gaga muzyka się nie kończy ani nie zaczyna.)

Miało być pięć więc jest pięć - choć jak to zwykle bywa w pięciu punktach wszystkich skojarzeń nie da się zawrzeć ... Ale o kawie jeszcze będzie - i to nie raz, i do tej ograniczonej listy - sukcesywnie będę dopisywała różne skojarzenia :)

 

 

Piątkowy Eating - byli R. i W., Kg i ja.

Smak - Carbonara - pachniała i smakowała, dalej -wina czerwone narodowości róźnych, owoce z diamentowego talerza (tak R. - z diamentowego, kryształowego ....;)), paluszki i wódka z gruszką - i nie wiem jak smakuje - W. wie i mówi, że dobra.

Węch - jedzenia i zapach otulający - pomarańczy.

Wzrok - przytłumione światło świec, koloryt wieczoru.

Słuch - Lista Przebojów Trójki a później - Kult Unplugged ( nie mogę tego przestać słuchać), a jeszcze później - Brodka (Jak dobrze, że ta dziewczyna się obudziła!)... rozmowy... przecież to też słuch :)

Dotyk - przytulić przyjaciółkę wtedy kiedy się smuci i później przytulić inną przyjaciółkę wtedy kiedy spełniają się marzenia życia. Kg - przypomniał mi się wczoraj ten wiersz Stachury:

 

ODNALAZŁY SIĘ MARZENIA

Odnalazły się marzenia
które włożyłem kiedyś
do dziurawej kieszeni
gdy noc
wielka wrona
leciała do rzeki przejrzystej-dobrej
Tamtej nocy
nietoperze pożarły wszystkie gwiazdy
białe motyle
zostały tylko czarne motyle
Prawda była wtedy jak księżyc
toczący się po gładkim zwierciadle
przez cztery tygodnie
Odnalazły się marzenia
gruby kij dębowy

Wiem, że obie zapamiętamy ten wieczór i tą radość do końca życia, bardzo się cieszę że byłam wtedy z Tobą.

I jeszcze kilka myśli z piątku:

- W. mówi, że argonauta to w K. to kierowca autobusu PKS .... Nie wiem dlaczego nie MKS, ale wnioskuje, że PKS dlatego - iż ten jeździ dalej.....;)

- W piątek byt transcendentalny- Piotr Baron przypomniał Joan Osborne One of Us, zapomniałam już jak to brzmi, a przecież doskonale..

http://www.youtube.com/watch?v=0CdDUJpAe98&feature=related

- Karp w tym roku nie brzmi wciąż jak ten pierwszy, mimo to - słucham go wciąż z sentymentem.. Kiedy dojdzie do 1 miejsca na LP3 ?...

- Z piosenek przedświątecznych - W wielkim mieście Raz Dwa Trzy

http://www.youtube.com/watch?v=LFzIP3LpdQw

- Z książek skończyłam czytać W. Manna Rock Mann czyli jak nie zostałem saksofonistą, rankingów tu dużo, przetoczyć wszystkie nie sposób...

ze strony 161:

Pięciu artystów, z którymi chciałbym wystąpić na scenie (nie licząc Steviego Wondera)

1. The Beatles - natychmiast przeszedłbym do historii, wrzask widowni zagłuszyłby moje fałsze, a poza tym nikt by się nie czepiał, że mam długie włosy.

2. Louis Armstrong - cząstka jego ciepła i fantastycznej muzykalności musiałaby przylgnąć do mnie.

3. Stevie Ray Vaughan - muzyka tak pełna elektryczności, że pewnie uniósłbym się w powietrze.

4. The Doors - mógłbym też zostać na imprezie po koncercie...

5. Monica Bellucci - zresztą nie musi byc na scenie i nie koniecznie występ.

 

Przyszła R. - musiałam przerwać pisanie... Była pralnia - gadalnia i obiad... Wróciłam - piszę...

W takie dni jak ten - gdzie mróz siarczysyty aż ... ach znowu myślę Kaczmarskim - obiady się tworzy z tego co w lodówce.

Obiad z tego co w lodówce na niedziellęęę 12 grudnia 2010:

- kalafior + brokuł - rozdrobniony na zgrabne cząstki,

- sos pomidorowy ( czosnek, cebula, zioła, chilli, papryka słodka oliwa i oczywiście pomidory),

- pestki z dyni,

- ser ( ja miałam mozzarellę),

Kalafior i brokuł gotuję na pół-twardo (moja mama mówi, że to bardzo twardo;) ).

Sos pomidorowy tworzę z pomidorów i całej reszty opisanej wyżej. Tak się składa, że jak tylko pomidory osiągną kosmicznie niską cenę kupuję kilka kilogramów, myję, wkładam do woreczków i pakuję do zamrażarki, w zimie tworzę z nich sosy :). Ale od początku - najpierw kroję czosnek w talarki i ceublę w piórka, zalewam oliwą z oliwek (uwielbiam oliwę) i z ziołami, chilli, papryką w proszku, solą (morską) i pieprzem na małym ogniu przyrumieniam na patelni - jak już wszystko osiągnie porządany aromat i piękną barwę dorzucam do tego pomidory (wcześniej obieram je ze skórki za pomocą wrzątku i kroję w kawałki). Na małym ogniu gotuję aż wszystko osiągnie konsystencję sosu.

- Pestki z dyni na patelni teflonowej przyrumieniam,

- Ser trę na tarku lub kroję w małe kawałki, generalnie - rozdrabniam i mnożę.. ;)

Kolejność na talerz - warzywa, na to czerwony sos, na to ser, a jeszcze na to wszystko pesteczki.

Kończę na dziś - K. mówi, że jak będę tak rozrzutnie operować literaturą to mi się szybko skończy... A jak będę tak rozrzutnie traktować myśli to też się skończą ?

Lepiej skończyć, aby nie przesadzić.... Choć myślę, że błądzi człowiek póki dąży, a póki czyta to mu się nie kończy.. ;)

Komu w drogę - temu buty... na śnieg...I znów myślę o Umer z Mannem- Jak ten śnieg pada... Belluci Pan Wojtek nie przekonał ale Pani Magda też na M... ;)

I jeszcze dwie rzeczy z wczorajszego wieczoru:

Nick Cave - To Be By Your Side: http://www.youtube.com/watch?v=Ny4izkgnX_k&feature=related

Raz Dwa Trzy - Amulet: http://www.youtube.com/watch?v=GCAeCMyWUHQ

 

sprowadź na mnie godzinę
każdą dobrą i złą
a odkryję nowinę
gdy uchylisz swą dłoń

gdyby były same piękne chwile
nie wiedziałbym że żyłem

 

Ps. Kg właśnie napisała - że powinna mieć tu pseudo Rp - czyli Różowa Piżamka...Kg - wiesz, że nie lubię tego koloru... na potrzeby tego bloga - zostajesz więc Kg. Hmm.. choć to ciekawe myśleć o ludziach w kategoriach kolorów :)



 

 

 

 

 

 

 

16:06, inna_bajka
Link Komentarze (4) »
piątek, 10 grudnia 2010
10-12-2010 - Argonautka z Lodówką - made by Myself

10-12-2010 - dzień pierwszy bloga - nie mnie ... data składająca się z 1 0 i 2 - nie będzie więc logiki zero-jedynkowej... nie będzie logiki we wszystkim - gdzieś będzie część tego chaosu.

Było tak - trzy dni temu siedziałam na fotelu u K. - grzane wino (marki, którą w Galicji każdy zna) z kubeczka w żółtym kolorze (nie lubię żółtego koloru) - mandarynka wrzucona do środka i nasze rozmowy,...  rozmawialiśmy o wrażliwości i twórzczości.

Wrażliwość - w moim rozumieniu sposób patrzenia na świat, dostrzeganie rzeczy, które są i tych których nie ma... myślę że to coś co łączy ludzi. O ludziach których napotykamy myślimy w kategoriach podobnych lub całkiem odmiennych wrażliwości. Miałam i mam to szczeście w życiu, że wszędzie napotykam w ludzkich oczach tą wrażliwość, która każe mi się zatrzymać.

Twórczość - dla mnie nierozerwalnie związana z wrażliwością ... każdy na swój sposób jest twórczy. Jedni - do środka, inni - na zewnątrz. Myślę, że szczytem autokreacji wewnętrznej jest osiągnięcie totalnej wewnętrznej harmonii (w rozumieniu nie europejskim ale religii Wschodu). Tworzywa zewnętrzne - każdy ceni to co lubi -  dla mnie aktulanie - Bruegel za Ślepców, Tomasz Mann za Czarodziejska Górę, Zbigniew Herbert - za ... (tu następuje długa lista),...Muzyka - tuaj następuje jeszcz dłuższa lista tego co mnie porusza... a aktualnie porusza mnie to co Wojciech Mann puszcza dziś z rana w radio.

Poczułam ruch w sobie podczas tej rozmowy - chcę myśleć,  mówić, pisać,... lubię ten ruch cząsteczek myśli w mojej głowie.  Lubię przekładać je na słowa - dlaczego więc nie pisać bloga.. ?

Tytułem wstępu więc...

Argonautka - dziwne, że nie zwróciłam uwagi na Argonautów podczas pochłaniania Mitologii (nota bene - całkiem dobra książka ale wolę w wydaniu Herberta - Król Mrówek). Zauważyłam ich u Tokarczuk. Odkrycie archetypu argonautów było dla mnie jak przełom, bowiem przemieszczanie się może być sposobem na życie. Odkryłam, że włóczęgę człowiek ma wpisaną w siebie, jest albo się nie jest Nomadem. Moja rodzina jest Nomadami - niedaleko później mimochodem (niezły tekst Jacka Kaczmarskiego) dowiedziałam się o cząsteczkach krwii romskiej gdzieś we mnie, a później analizując naszą rodzinną historię doszłam do wniosku - że każdy z NAS zawsze uwielbiał się przemieszczać.  I tak - przemieszczamy się po tym świecie. Każdego z nas ciągnie w inne miejsca, do innych ludzi... ruch jednak niezmiennie jest wpisany w nasze życie. Mnie aktualnie - ciągnie na Wschód.

I właśnie usłyszałam - Na plażach Zanzibaru - Turnau i Karpiel Bułecka:

człowiek jeśli chce coś więcej to jest Nomad.
Bo tak mu się podoba własna dusza.
ale także lecz z umiarem własna soma.
Trzeba uciec, albo to wybadać,
aby można opowiadać, sens ukazać.
Lepiej tego wcale nie odkładać,
raczej biegu pomysłowi temu nadać

Lodówka - symbol funkcjonuje od kilku dobrych lat i jest nierozerwalnie zwiazany z Nową Hutą, grupą starych przyjaciół i nowych znajomych... To symbol życia które trzeba umeblować na nowo pomimo bagażu doświadczeń,  które się ma a niekoniecznie mieć by się chciało. Lodówka przyjechała tutaj na nowo ze mną - moja jest inna od tej z opowieści z Nowej Huty - ale wymiar jej jest ten sam... Góruje nade mną i zmusza od czasu do gotowania i organizowania eatingów (dziękuję Grażynie Dobroń za to określenie).

Eatingi - jestem tu, czyli gdzie.. życie zatoczyło koło. K mówi, że cały konflikt polega na tym, że czas jest kolisty, a my ludzie chcemy żyć linearnie. Czy to konfilkt? Nie wiem - wiem, że to intrygujące połączenie wywołuje ruch, który wzbudza we mnie ciekawość. Nie tylko we mnie :) Na szczęście ! Nasze spotkania - zmysły:

- dotyk (Kg mówi, że najważniejszy, ja stawiam go na drugim miejscu ale Kg na pewmo ma rację)... powinnam tu zamieścić pewien wiersz WoJAczka - "dotknąć deszczu by stwierdzić, że pada..." - myślę, że doświadczanie jest wpisane nierozerwalnie w nasze życie, i dobrze... Doświadczamy i analizujemy doświadczenia - nie zawsze swoje. Ostatnio myślę o "Nic osobistego" Urszuli Antoniuk. Nie potrafię zapomnieć o tym filmie.

- wzrok (u mnie zdecydowanie na pierwszym miejscu). Móc po prostu patrzeć - cudne! Oglądać Bruegela, patrzeć na Beksińskiego. Marszczyć oczy od słońca w Sopocie lub w Alplach; wpatrywać się śnieg za oknem; tęsknić do widoku kwiatów na stokach połonin w Bieszczadach, na Ukrainie,.... oglądać ich oczami ulice w Pradze, Lwowie, Budapeszcie... Mała uliczka w naszym "miasteczku Bełz", nie nasze - dalekie Himalaje...móc jeszcze kiedyś to wszystko zobaczyć.

- słuch - cisza - ją najtrudniej usłyszeć.... przyroda - ją mam szczęście słyszeć...  muzyka - wielka, niesamowita siła...i dźwięki życia - ...

- węch - myślę, że jedne z najbardziej sensualno - seksulanych zmysłów. Zapach kobiety, zapach mężczyzny, pomarańczy w moim korytarzu, skórek z mandarynek spalanych wolno w kominku przy świątecznym stole. Ale i zapach tytoniu suszonego na sznurach w T., ciepłego mleka od krowy, ziemi, rzeki,... Cały świat jest zapachem... Pachnidło...

- smak - dla mnie nierozerwalnie związany z węchem, myślę że nie tylko dla mnie... ludzie smakujący życia, smakują i jedzenie.. To wszystko się jakoś dla mnie łączy - otwartość na smakowanie - życia, jedzenia, świata i siebie na wzajem.

I właśnie temu służą eatingi - smakujemy, jemy, wąchamy... i dobrze wiedzieć, że nie wszystkim smakuje to samo; a dziś - smakujemy:

Carbonara w moim wydaniu - sos - podstawa ta sama, a do tego zamiast boczku dużo pokrojonego czosnku, ziół, papryki w proszczku, chilli, oliwy i .... oliwek :) Do tego - PENNE :) no i parmezan (albo coś parmezano- podobne)...

Mandarynki - nieodłączna część każdego Grudnia w Polsce :)

Suszone owoce - tym razem nie w kompocie - tylko ich kooegzystencja na kolorowym talerzu...

Paluszki te związane z Krakowem, w wersji dla dzieci .. bo mniej słone... i jakby bardziej osłodzą nam życie...

Czerwone wino - wino wytrawne, półwytrawne, półsłodkie... Słodkiego nie będzie..

I coś do tego dołożymy - ... coś przyniesie R i W, coś wpadnie z Kg, ktoś jeszcze przyjdzie i zasiądzie przy wspólnym stole...

Słuch - w piątek wieczorem - będzie Trójka wieczorna... Lista Przebojów...

A reszta zmysłów.. hmm.. nie wiem...

 

 

 

10:20, inna_bajka
Link Dodaj komentarz »
1 ... 26 , 27 , 28
 
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Tagi
stat4u