poniedziałek, 02 czerwca 2014
02-06-2014 - Dzień Dziecka

Dzień Dziecka - nawet nie spostrzegłam, że zaczął się po północy. I dobrze - w doborowym towarzystwie,... Później długa, długa noc, a na koniec - miły poranek... I prezent w sam raz - kilkadziesiąt kilometrów w pochmurny dzień, z wiatrem w twarz. Potrzebowałam tego - ja, on i siła moich mięśni. W pewnym momencie zauważyłam nawet, że nie czuję już niektórych podjazdów. Przekroczyłam widocznie niezauważalnie kolejny próg,... idę/ biegnę/jadę przed siebie. Lubię sprawiać sobie właśnie takie prezenty - skrojone na miarę. Lubię podczas tych długich samotnych tras układać myśli, analizować rzeczywistość. Wszystko jest wtedy jakby prostsze - odkrywam, że każdy człowiek ma swoje miejsce i czas, i że trzeba pozwolić życiu płynąć... Powinnam podziękować tym, którzy mnie zmotywowali do wyjścia, i tym - którzy powodują u mnie ruch myśli. Tym, którzy ten chaos układają mi w głowie. I tym - którzy mówią - dlaczego nie... W dzień dziecka i zaraz po odkrywam siłę przyjaźni :)

 

 

Nie pamiętam moich dni dziecka z przeszłości, ale pamiętam lody z automatu i te na gałki, watę cukrową, która lepiła się do wszystkiego i chwile radości na huśtawkach. Dla mnie dzieciństwo to przede wszystkim wszechobecna muzyka puszczana z magnetofonu szpulowego, cotygodniowe wyjazdy do Łukawicy, spanie w namiocie, książki czytane przy świetle latarki, a i dalej - wycieczki po Polsce (i nie) PKSem lub PKP, pierwsze rowerowe trasy i taplanie się w wodach Sanu. Wiele lat później - odkryłam, że właśnie to wszystko jest tym co sprawia mi radość. A Kg i ja nadal obok siebie - takie uśmiechnięte ! 

 

20:27, inna_bajka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 29 maja 2014
29-05-2014 - Oswajanie

Przesiaduję teraz z nią i powoli ją oswajam, uczę się jej z każdym słowem i gestem. Szukam nici porozumienia, czasem spokojnie przesiaduję, a czasem chodzę z kąta w kąt i szukam miejsca. A jeżeli życie jest drogą - to może należy wyruszyć ? W takim momencie jak ten wszystkie pomysły są jednocześnie dobre i złe...  Dlatego daję czasowi czas, czekam spokojnie i obserwuję życie...

 

Oddycham w górach - takiego powietrza mi trzeba ...

 

 

07:44, inna_bajka
Link Komentarze (2) »
wtorek, 20 maja 2014
20-05-2014 - O czym mówię, kiedy mówię o bieganiu...

 Pomyślałam, że dziś jest dokładnie ten dzień w którym powinnam zająć się zaległym wpisem o bieganiu Murakamiego.  Od jutra przez najbliższy czas – mogę stać się subiektywnie nieobiektywna – więc najwyższa pora zająć się tym dokładnie dzisiaj. Od jutra moje bieganie wystawia mnie powtórnie na próbę – wydanie drugie poprawione,… prawie dokładnie dwa lata po wydaniu pierwszym.

 

Chodzi mi o to, że ludzki umysł jest kontrolowany przez ciało, prawda ? A może jest odwrotnie – może to umysł wpływa na strukturę cielesną? Albo też ciało i umysł wpływają na siebie i oddziałują na siebie nawzajem? Wiem tylko tyle, że mamy pewne wrodzone skłonności i czy się nam to podoba czy nie, nie da się ich całkowicie zmienić. Można, oczywiście, próbować, ale ich istota pozostanie zawsze taka sama.

 

Obiecałam sobie, że sięgnę po tą książkę od kliku lat – ale albo była za droga i za cienka, albo mi się nie chciało, albo po drodze przychodziły mi inne ważniejsze pozycje do przeczytania. Kupiłam ją przez przypadek na jednej z wyprzedaży w empiku. Trochę z prowokacji – bowiem Beata Sadowska w swojej „I jak tu nie biegać!” wspomniała, że była w stanie przejść przez około trzydzieści stron Murakamiego dzieła – ergo padła …. W sumie to padłam już na pierwszej stronie tej książki (dokładnie tam, gdzie autor mówi, iż prawdziwy dżentelmen powinien zachować dyskrecję na temat tego, co należy robić aby zachować kondycję) – ale zrobiłam to chyba tylko po to, aby zaraz się podnieść – i przelecieć na skrzydłach przez wszystkie strony.

Nie chce opowiadać historii biegania Murakamiego, tak samo jak nie chcę opowiadać swojej. Myślę, że ta potrzeba rodzi się w człowieku albo wybucha wielkim wulkanem. Człowiek zakłada na siebie wówczas trochę sportowych ciuchów, buty i idzie pobiegać. Po kilku pierwszych metrach sapie niemiłosiernie, a pot leje się z niego strumieniami, po kilku następnych chce się poddać, ale w konsekwencji wraca do domu zadowolony z niesamowitą dawką endorfin i już wie, że w najbliższym czasie wyskoczy po buty biegowe, a już nigdy a to – przenigdy nie ubierze na siebie takiej ilości ciuchów do truchtu…

 

Myślę, że tak samo było i z nim – po prostu poczuł, że musi się ruszyć:

Chodzi o to, że nie zaczynałem biegać dlatego, że ktoś mnie prosił, żebym został biegaczem. Podobnie jest z pisarstwem – nie zostałem powieściopisarzem dlatego, że ktoś mnie o to poprosił. Pewnego dnia, ni stąd, ni zowąd, zachciało mi się napisać książkę. A innego dnia, ni stąd, ni zowąd, zacząłem biegać – tylko dlatego, że chciałem. Zawsze robiłem w życiu to, na co miałem ochotę. Ludzie mogą mnie zatrzymywać, przekonywać, że popełniam błąd ale ja się nie zmienię.

A zaraz po:

[…] chodzi o to, żeby radość, jaką odczuwam na końcu każdego biegu, przetrwała do dnia następnego

 

Haruki, podobnie jak większość z nas nie lubił lekcji wfu w szkole, a miał naturalną potrzebę poruszania się… Pierwsze było bieganie z potrzeby ruchu, później maratony, ultra i triathlon… i w tym wszystkim – jest pisarz Murakami, którego rytm życia jest wyznaczany przez bieganie…

 

Moim zdaniem część z nas biega wcale nie dlatego, że chce żyć dłużej, ale dlatego żeby przeżyć życie najpełniej. Jeśli mamy przed sobą długie lata, znacznie lepiej jest przeżyć je z jasno wytyczonymi celami i najpełniej jak można, a nie we mgle. Moim zdaniem bieganie bardzo w tym pomaga. Zmuszanie się do największego wysiłku, do jakiego jesteśmy w stanie się zmusić przy wszystkich naszych ograniczeniach  - oto istota biegania i metafora życia, a dla mnie również pisania.

 

 

 

Mnie osobiście najbardziej podoba się w tej książce fragment, z którym się utożsamiam:

Lecz teraz kiedy się nad tym zastanawiam, moje przybierające na wadze ciało było prawdopodobnie prawdziwym błogosławieństwem. Innymi słowy, jeśli nie chciałem przybierać na wadze, musiałem uprawiać wyczerpujące ćwiczenia każdego dnia, uważać na to, co jem, i ograniczyć przyjemności. Takie życie nie należy do łatwych, lecz jeśli nie szczędzi się wysiłków, metabolizm ulega pozytywnym zmianom i w rezultacie jest się o wiele zdrowszym, a przy okazji silniejszym.

 

niedziela, 18 maja 2014
18-05- 2013 - Rzeka życia

 Bywam refleksyjna,  szczególnie wtedy gdy czas płynie powoli, a dzień dobiega końca.

Krzątam się z kąta w kąt w kuchni – kroję warzywa, gotuję, myję naczynia i rozmyślam…. I tak pomiędzy jedną a drugą myślą nagle do kuchni, która jest usytuowana od wschodu wpadają promienie słoneczne… Nie ważne, że to tylko odbicie światła dzięki oknom któregoś sąsiada. Chcę ufać, że to jakiś głos nieba – Przyboś bowiem wpisując lata temu dedykację dla mojej babci napisał : Niech Pani posłucha słońca !

Słucham słońca stojąc w jej kuchni i myślę sobie – że niektóre rzeczy dzieją się właśnie mimo wszystko, bez względu na prawa natury.  Dlatego dziś – oddawałam rybą ich świat – wyciągałam je z wielkich popowodziowych kałuży, siłą trzymałam sprężyste ciała i wkładałam do wielkiej wody … Wszystko ma swoje miejsce i czas… Możemy każde słowo, obraz, zapach rozumieć dosłownie - albo traktować je jak parafrazę, szukać znaczeń... 

 

 

 

 

20:16, inna_bajka
Link Dodaj komentarz »
środa, 14 maja 2014
14-05-2014 - W końcu

Kg to jest nasz dzień, po trzydziestu paru latach. Dziękuję ! W końcu !  

...Nazywaj rzeczy po imieniu, a zmienią się w oka mgnieniu...

 

A za rok - królewski... :)

 

23:09, inna_bajka
Link Dodaj komentarz »
13/14-05-2014- .

Są takie utwory, które przychodzą do mnie i zostają na długo. Bywa tak, że kładę się na łóżku i w kółko słucham jednej piosenki - czasem dlatego, że ma piękną melodię, inny razem dlatego że ma dobry tekst. W przeważającej mierze jednak dostaję coś w odpowiednim momencie i właśnie dlatego słucham kilka razy, kilkadziesiąt... Uczę się tekstu na pamięć, przewracam się z boku na bok, później te słowa chodzą za mną cały dzień... Chodzą nie tylko za mną...

 

 

Dziękuję...

20:02, inna_bajka
Link Dodaj komentarz »
sobota, 10 maja 2014
10-05-2014 - Jak dobrze, że niedobrze

 Moje pierwsze wybieganie w terenie – błoto pod stopami i góry przed oczami. Podbiegi na trochę śliskiej trawie …. Zmieniam podejście – nie układam trasy tylko biegnę przed siebie bez konkretnego celu, pół godziny w jedną stronę i powrót … I widzę jak świat ma wiele barw J

Jak dobrze – zaczynam widzieć. To tak, jakby ktoś zdjął mi z oczu okulary  i powiedział – spróbuj!  Jak dobrze tak móc. Jak dobrze powoli dostrzegać to, co dobre i to co złe i mieć możliwość – uczyć się na błędach. Powoli, powolutku docierają do mnie rzeczy , o których istnieniu wiedziałam, ale nie miałam o nich pojęcia. I tak – wyciągam wnioski i wiem –że tam gdzie brakuje daru trzeba nauczyć się być strategiem... Widzieć jak w szachach dwa kroki do przodu, ale nie więcej.

 

 

Z rzeczy cudownych - odkrycie na dziś - móc ubijać ziemię, a nie beton pod stopami!

12:18, inna_bajka
Link Dodaj komentarz »
wtorek, 06 maja 2014
06-05-2014 - .

Pierwszy raz w życiu postanowiłam dać sobie czas. Nie wyznaczam początku, ani końca. Nie określam godziny ZERO. Po prostu daje sobie i czasowi czas. Nie chcę natychmiastowej poprawy sytuacji i krótkometrażowych szybkich rozwiązań. Chcę iść powoli, a rozumnie... Z uwagą, cierpliwością. 

Lekcję wytrwałości odrobiłam wcześniej.

 

 

06:34, inna_bajka
Link Komentarze (3) »
środa, 30 kwietnia 2014
KWIECIEŃ

I KROPKA...

Elizabeth Gilbert zaczęła od Włoch - wcinała makarony i pozwalała ciału odreagować...Ja - chcę zmęczyć ciało, wsiąść na rower, a o podróży do Italii pomyśleć na spokojnie...Niech ten pomysł dojrzewa.... 

Chcę mokrej trawy pod stopami, wiatru we włosach, słodkich lodów w letnie poranki, ...

 

 

a ten głos niech brzmi, niech uspokaja....

21:27, inna_bajka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 28 kwietnia 2014
28-04-2014 - Tytułem wstępu albo zakończenia

Na opublikowanie czeka kilka zaległych historii. Ten o Ukrainie, koniaku i górach na miarę człowieka, wielkanocnych Tatrach bez jaj, radości mierzonej każdym krokiem.. Ale i o Różewiczu, który odchodzi w czwartek z rana.. O niedzielnej kanonizacji i mojej detronizacji…

Kilka lat temu, wówczas gdy życie odwróciło karty poprzysięgłam sobie, że już nigdy więcej nie zostawię tego, co kocham. Jestem składową kilku zainteresowań, pasji, kilku sposobów na życie. Normalna kobieta – dwie nogi, dwie ręce, para oczu i uszu. Dziewczyna -  z praca od …do… i garstką przyjaciół. Czasem wzlatująca bardzo wysoko, a niekiedy – upadająca bardzo nisko. I pomimo tego życiowego treningu – nie poddająca się, wciąż walcząca…szukająca, dostrzegająca. Z wiarą w człowieka i cały świat.

Fryderyk mawiał, że co go nie zabije, to go wzmocni… Czasem okazuje się, że życie wzmacnia za bardzo… Co począć z człowiekiem zbyt silnym? Przecież – podobno każdego można złamać..... choć - bardzo trudno złamać „wszystkie nogi”…

Wierzę w człowieka, w jego siłę... czasem dobrze się zatrzymać i poszukać siły w sobie, a kiedy indziej - pogonić przed siebie i czerpać siłę z ruchu... 

 

 

18:57, inna_bajka
Link Komentarze (4) »
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28
| < Sierpień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
  1 2 3 4 5 6
7 8 9 10 11 12 13
14 15 16 17 18 19 20
21 22 23 24 25 26 27
28 29 30 31      
Tagi
stat4u