wtorek, 18 marca 2014
18-03-2014 - Kierunek Wschód

Codziennie sprawdzam pocztę, czekam na maile od Ryśka. Rysiek pewnie siedzi i czeka na reakcję wielkiego pana putina.... I tak siedzimy i czekamy - za tydzień wyjeżdżamy - jedziemy na Wschód i mamy nadzieję, że uda nam się pobyć w górach. 

Czekanie zabija entuzjazm. 

Idę do kuchni, zmielę kawę i będę miała nadzieję, że wielki pan putin nie wyceluje we mnie swej rakiety. Poczekam jeszcze trochę. 

 

07:47, inna_bajka
Link Komentarze (2) »
czwartek, 13 marca 2014
13-03-2014 - Kropka

Jest we mnie trochę rzeczy o których milczę.

Milczę sobie sama.

A podobno pisanie jest autoterapią.

Może słów kilka powinno doszukać się tu swojego miejsca.

Jeszcze nie teraz.  

 

 

Czasem lepiej pozwolić życiu płynąć,... nie puszczać słów w świat. Oddać czasowi czas i iść w stronę słońca. A może nie iść - a biec. Jak dobrze, że z czasów minionych oprócz kilku rzeczy które należałoby zakopać głęboko pod ziemię i nikomu nie pokazywać; zostały też takie które pozwalają po tej ziemi chodzić. 

 

22:20, inna_bajka
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 03 marca 2014
03-03-2014 - Przeciekający czas

B dziś mnie obudziła - powiedziała coś o Putinie, wojnie i całej tej wojennej historii .... Czas przecieka mi przez palce - wstaję rano, później kolejno śniadanie, praca, angielski, dom, trening i kilka lub trochę więcej minut dla siebie... Wszystko starannie ułożone, życie określone od - do.... Każda minuta zaplanowana... Tak jakby do końca świata właśnie tak miał wyglądać mój świat...

To nieprawda, że obudziła mnie B - obudził mnie Pt jakiś tydzień temu... Budzenie trwało trzy dni... Na trzy dni się wówczas zatrzymałam... Myślę, więc jestem... Nie piszę więc nie jestem ?

 Jestem - z drobinek czasu, które pozostają staram się wycisnąć jak najwięcej - i tak udało mi się przeczytać nowego Stasiuka, przebrnąć przez Bator i przelecieć przez Przyjdzie Mordor i nas zje... 

Siedzę dziś tak sobie, zmuszam się do skreślenia kilku słów i myślę, że ten Mordor stoi w gotowości.... Ale od początku. 

 

StasiukNie ma ekspresów przy żółtych drogach 

Zabierałam się do tej książki ostrożnie - z jednej strony - pozycja obowiązkowa (bo skoro udało mi się dostać) a z drugiej - psy na niej nie jeden powiesił .... I tak siedziałam w kącie pokoju i powoli z strony na stronę zastanawiałam się co mówi / pisze Stasiuk... Gdyby nie to, że trzymałam w ręce książkę - powiedziałabym, że bardzo dobrze czyta się tego bloga - pisanego z doskoku, czasem bez ładu i składu. A to, że mitologizuje i oczernia - ma prawo... 

Osobiście, mam do Stasiuka sentyment - choćby ze względu na zasięg terytorialny.... Poza tym jest w nim taka wrażliwość, która na swój sposób jest bliska, spostrzegawczość która widzi podobnie i ironia która powoduje ruch w kącikach ust.

Cytat na dziś ze Stasiuka:

 Tyrani biorą się z lektur. Ci najwięksi czytali bezustannie. Przerywali tylko po to, by fikcję zamienić w rzeczywistość. 


Skoro jesteśmy już za wschodnią granicą - Ziemowit Szczerek - Przyjdzie Mordor i nas zje

Kupiłam tą książkę jeszcze zanim decyzją mniej lub bardziej polityczną otrzymała Paszport Polityki.... Usłyszałam u redaktora Nogasia recenzję i pomyślałam, że muszę ją mieć. Nie tylko przeczytać, ale mieć... Kupowałam w ciemno - nieważne było co to, ważne że o Ukrainie, albo co najważniejsze - Polakach zakochanych w Ukrainie... 

No i się rozczarowałam, albo inaczej - to nie moje myślenie o Ukrainie, nie moja postawa i nie mój ukraiński sen. A czy sen może być Ukraiński ? Czytałam ją jadąc pociągiem z miasta A do miasta B...  Tym samym, który dzień w dzień z Przemyśla lub do Przemyśla wozi wielu naszych rodaków zza wschodniej granicy. Moje myślenie o Ukrainie jest inne, nie godzę się z Ziemowitem, który jak mantrę powtarza, że jedziemy tam tylko po to, żeby pozbyć się kompleksów najgorszego narodu w Europie. Nie zgodzę się z tym, ....  Nie czuję się ani lepsza ani gorsza od ludzi, których znam po tamtej stronie granicy. 

Wiem, że tam, całkiem niedaleko ktoś urządza sobie teraz cyrk i rzeź niewiniątek w imię wygórowanych ambicji i celów, na które w demokracji nie ma miejsca. 

 

Joanna Bator - Ciemno prawie noc

Nie wiem czy sięgnęłabym po to pozycję sama ale dostałam z rąk kogoś, kto dedykacją zasugerował, że to pozycja która coś zmieni albo - zmienić powinna... Brnęłam przez tą książkę początkowo powoli. Tak jak z wolna przeżywa się coś strasznego... Uczyłam się języka i obrazowania autorki i z dnia na dzień wchodziłam w ten świat coraz bardziej... Aż do dziś -gdy zmęczona codziennością - przeniosłam się w ten świat i skończyłam czytać. Czy książka jest dobra wówczas, kiedy żal opuścić świat który stworzyła ? Czy wówczas jak po zamknięciu ostatniej strony, wiedziona przeczuciem wklepujesz w internecie nazwisko autora i szukasz kolejnych pozycji ??? 

Są książki, które stają się bliskie ze względu na temat i te które przyciągają jak magnez ze względu na bohaterów. Alicja Pancernik jest mi bliska. 

 

sobota, 11 stycznia 2014
11-01-2013 - Sama dla siebie

Pisałam już o tym nie raz i nie dwa. Ale chyba przestałam powtarzać jak mantrę. Zapominam się czasem i idę z prądem... W momencie, kiedy mnie ze mną jest źle - przypominam sobie, co lata temu pozwoliło mi być sobą i iść przed siebie pomimo kłód rzucanych pod nogi. Gdyby nie pływanie, bieganie, siłownia a przede wszystkim góry i rower - pewnie nie byłoby mnie tu gdzie jestem... Zapewne byłabym wrakiem... A może znalazła bym coś innego i nie myślała o sobie źle /?/

Ludzie, którzy mnie dobrze znają wiedzą, że w momencie kiedy zaczynam marudzić i popadać w charakterystyczny marazm - należy mnie zabrać gdzieś wysoko i zmęczyć do granic możliwości. W takich chwilach wyzwala się w człowieku nieskończona ilość endorfin, zapomina o troskach dnia codziennego, a mózg automatycznie czyści się ze wszystkiego, co złe. 

Ponieważ jednak nie zawsze jest jak, gdzie czy z kim - znalazłam swój sposób. Gdzieś w okolicy pomiędzy Bożym Narodzeniem a Sylwestrem powiedziałam sobie sama: dość i uznałam, że najwyższy czas wrócić do siebie. A skoro tak - od 2 stycznia  systematycznie prawie dzień w dzień minimum godzinę dziennie daję czas swojemu ciału - pozwalam sobie samej na zbawienną dawkę endorfin. Już widzę pierwsze efekty i myślę sobie po cichu, że pomimo tego, iż wiosnę mamy tej zimy - to nie będzie zmarnowany czas. 

Jak dobrze ! Wiele mnie nauczył tamten rok. I pomimo tego, ze nie obfitował w wielkie i spektakularne wydarzenie - pokazał mi w jakim miejscu swojego życia jestem i do czego dążę. Niektórych rzeczy nie rozumiem, niektórych zdarzeń nie cofnę - ale zbieram doświadczenie .... I myślę sobie po cichu - że właśnie to jest najważniejsze - uczę się życia, ale nie na nowo. I to nie wydanie drugie, poprawione. Wydanie pierwsze i ostatnie.

 

Choćbyśmy uczniami byli 

najtępszymi w szkole świata

nie będziemy repetować

żadnej zimy ani lata. 

Wisława Szymborska

 



13:51, inna_bajka
Link Komentarze (6) »
sobota, 04 stycznia 2014
04-01-2014 - Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata

 

Nie chcę tam wracać. Zostać też bym nie mógł… Jedyne, co sprawia mi przyjemność, to bycie w drodze. Poznawanie i smakowanie świata. Poczucie, że nie marnuję życia, tylko je pochłaniam. *

 

Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata  Kacpra Godyckiego – Ćwirko – nie wiem kiedy wpadłam na tytuł tej książki – gdzieś wertując Z albo strony www. Od razu wiedziałam, że to dla mnie typ must have, bez zastrzeżeń muszę ją mieć, przeczytać, skonfrontować ze swoją Argonautką.  Spodobał mi się ten zbieg okoliczności – książka Kacpra jest tak samo jak mój blog – podróżą i lodówką /?/ … Zastanowił mnie ten tytuł więc szybko wygooglowałam konceptualny.com.  Zobaczyłam pasję – podróż i dowiedziałam się, że Kac nie żyje. Książka powstała z notatek i z wpisów na blogu, ale została wydana po jego śmierci. Nie dowiedziałam się skąd tytuł książki, zobaczyłam tylko u niego tę samą pasję – podróż. Chęć przeczytania wzrastała we mnie bardziej i bardziej…. Znalazłam książkę pod choinką, usiadłam i w dwa świąteczne wieczory poznałam Kacpra.

 

Lodówka Kacpra – tak, jak u mnie jest symbolem pewnego rodzaju doświadczenia. U niego (zastanawiam się czy w przeciwieństwie do mnie), to symbol doświadczeń które zniewalają człowieka, wrzucają w pewne ramy i nie pozwalają żyć prawdziwie.  To coś – co wystarczy sprzedać, by móc wyruszyć przed siebie i przeżyć życie prawdziwie. Kac postuluje, że prawdziwe życie jest gdzieś indziej – kryje się w prostocie, uśmiechu człowieka do człowieka, naturze tak pięknej że zatyka dech w piersiach…

 

Każdy ma to, na co się odważy. Byle zrobił to z wiarą i sercem, a nie naprzeciw czemuś.**

 

Podróż Kacpra – osią książki jest podróż dookoła świata,  spontaniczna ale jednocześnie i bardzo przemyślana wycieczka po świecie… Podoba mi się to, że Kac pokazał iż podróż zmusza nas do myślenia, że wymaga niesamowitej organizacji, cierpliwości i wytrzymałości. To taki sprawdzian charakteru.

 

Zapewnij sobie wszystko, co jest ci potrzebne, ale tylko to, czego tak naprawdę potrzebujesz. A potem zacznij patrzeć poza linię horyzont. Tam wszystko zwalnia, a człowiek zaczyna rozumieć, co naprawdę jest najważniejsze. Bo nie ma miejsca na kompromis, jeśli chodzi o nasze życie. ***

 

 Ta książka pochłania, zaraz po tym jak skończysz czytać – chcesz sprzedać lodówkę i wyjechać dookoła świata… A może wystarczy na swój sposób zorganizować życie i móc podróżować – zwiedzać, poznawać , smakować,… Uśmiechać się jak człowiek do człowieka. Poznawać prawdziwie.

 

 

* strona 162

** strona 29

*** strona 23

wtorek, 24 grudnia 2013
24-12-2013 - Tradycja jest jak Skrzypek na Dachu

 

Moja mama zwykła mawiać, że to co uczynisz w Wigilię będziesz czynić przez cały nowy rok. Tak więc - siadam jak zwykle przy parapecie kuchennego okna i piszę.... A ponieważ nie było wpisu na TRZECIE urodziny Argonautki - będzie kilka uzupełnień... 

 

Z miejsca, przy którym Argonautka z Lodówką powstawała składam wielkie dzięki tym, dzięki którym wciąż piszę...

 

Tradycyjnie - z zupełnie innej perspektywy - tym razem w Wigilie - RZECZY WAŻNE I NAJWAŻNIEJSZE :

 

ARGONAUTKA - Jestem ! Zyskuję nowy wymiar ale jestem ! Inaczej... Dzięki pewnej książce - mój etos lodówki i podróży się powtórzył i choć to nie moja bajka - bardzo się cieszę, że tak jest.

Dostałam pod choinkę od Pt - i mam nadzieję jak najszybciej przeczytać - Sprzedaj lodówkę i jedź dookoła świata Kacper Godycki - Ćwirko.

 

LODÓWKA - dziś zapakowana po sam czubek.... Dwie Wigilie - zaproszeni Wszyscy i drzwi otwarte na oścież... Czym byłoby gotowanie gdyby nie robić tego dla innych ludzi/?/

 

EATINGI - sobie i Wam życzę więcej czasu i okazji, aby móc właśnie w taki sposób spędzać czas ! 

 

ZMYSŁY

 

dotyk - czasem dotyka się też słowem


wzrok - widzieć jak najwięcej ! nieodparty apetyt na nowe !

 

słuch - zupełnie nowy czas dla muzyki - gdzieś na pograniczu można usłyszeć wiele... 

 

węch - zapach porannego powietrza wysoko w górach, tuż po tym jak otworzysz oczy...

 

smak - mój dziadek mawia, że najlepszą przyprawą jest głód... dodałabym jeszcze tylko pragnienie... Jak wspaniale smakuje woda z górskiego strumyka, gdy trzeba po nią iść kilka kilometrów... 

 

I w tym wszystkim MY - w dotyku, smaku, słuchu, węchu - najlepszym doświadczeniem dla człowieka jest Drugi Człowiek.... I niech będzie właśnie tak - różnie, niech człowiek doświadcza człowieka, a przy okazji wszystkiego co może mu przynieść ten świat.... 

 

Przy parapecie kuchennego stołu, niewyspana, w kubkiem porannej kawy:

 

Radości na Święta ! Nam Wszystkim - Smacznego i Wymarzonego ! Gwiazdek bez liku ! 

 


 


 

09:58, inna_bajka
Link Komentarze (3) »
poniedziałek, 02 grudnia 2013
15-17-11-2013 - Ukraińskie Beaujolais

Beaujolais Nouveau po Ukraińsku - czyli Festiwal Młodego Wina w wydaniu Zakarpackim ... Jest tam wszystko - młode wino- słodkie i wytrawne, czerwone i białe, to z goryczką i to z owocową nutą, a do tego sery, wędliny, młodzi i starzy. A nade wszystko -  klimat, którego próżno szukać gdzie indziej. W Użgorodzie organizuje się bowiem festiwal młodego wina, ale w wydaniu ukraińskim, a więc nie do końca tak, jak być powinno ... I może właśnie to jest w tym wszystkim najbardziej intrygujące. Zamiast wytwornych przygotowanych na przyjście gości sal są chłodne, wilgotne piwnice, wino smakuje się wprost z plastikowych kubeczków a nie szklanych kieliszków, ... A do tego sery krowie czy owcze - krajane tym samym nożem, co wędliny, słoniny i inne przekąski. Ale za to jak smakują szaszłyki, ziemniaki wyciągane z węgła podawane z tłuszczem i solą... I jak smakuje wino, kiedy ktoś z uśmiechem i z dobrego serca częstuje kolejnym kubeczkiem. 

I tak dla kontrastu - powinnam napisać o podkarpackich festiwalach wina... Ale nie napiszę - kto chce - niech w wytwornej sali, z kieliszkiem w ręku, w lekkim zdenerwowaniu, pod okiem znawcy - smakuje win polskich i węgierskich. Szkoda tylko, że cała idea Dionizji zgubiła się w Polsce, a pozostała na Ukrainie. Bo przecież właśnie o to chodziło - aby w święto wina - radować się, biesiadować... I cieszyć smakiem ! 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Postanowiłam zamieścić kilka zdjęć z wyjazdu przypadkowego - ponieważ spacerując po ulicach Użgorodu miałam wrażenie, że byliśmy jedynymi Polakami odwiedzającymi sąsiadów zza wschodniej granicy, a szkoda. 

środa, 23 października 2013
23-10-2013 - Papusza

[...]

przychodzę, żebyście czarnej nocy nie czynili w biały dzień. 

 

Papusza

To jedyne słowa Papuszy, które kojarzę… A właściwie – to kojarzę słowa, a nie Papuszę w tych słowach. Wiedziałam o jej istnieniu, o czymś takim jak moda na Papuszę , mimo wszystko jednak - nigdy nie dotarłam do jej poezji. A może poezja nie przemówiła do mnie /?/ O wiele bardziej niż poezja Papuszy przemawia do mnie jej postać, cały cygański koloryt w którym żyła. Właśnie dlatego od razu jak pojawiła się możliwość obejrzenia Papuszy małżeństwa Krauze chciałam zobaczyć ten film. Skonfrontować w sobie stary cygański świat z tym współczesnym. Film obejrzałam ponad miesiąc temu na przedpremierowym pokazie (oficjalna premiera w listopadzie) w jednym z kin studyjnych… Myślę, że każdy kto miał możliwość zobaczyć ten obraz (a słowo OBRAZ jest tu jak najbardziej adekwatne) wyszedł z kina na tyle poruszony, by zaraz po udać się do księgarni po książkę Angeliki Kuźniak.  Tak było ze mną – nie często się zdarza, że po oglądnięciu filmu – czytam książkę, przeważnie jest na odwrót.

Kupiłam Papusze Kuźniak kilka dni po tym jak obejrzałam film. Chciałam dowiedzieć się z niej więcej, skonfrontować wiedzę, która miałam z wcześniej przekazów – a przede wszystkim – potwierdzić czy film w niektórych miejscach mijał się z prawdą. No i pewnie że się mija ! I dobrze, film ma takie prawo !

 Nie będę w tym miejscu jednak porównywać książki i filmu. Nie czułabym się dobrze w tej roli. Oba twory umysłów i rąk ludzkich są warte uwagi… No właśnie ! I taka moja rola – żeby na tyle zainspirować czytelników argonautki aby poszli do kina, kupili książkę, z kubkiem kawy, kieliszkiem wina pooglądali, poczytali…

A dlaczego warto ? Przede wszystkim historia Bronisławy Wajs jest nietuzinkowa – samouk w świecie nieuków, kolorowy ptak na szarym polu wojny, bezpłodna kobieta wśród wielodzietnych rodzin. Do tego artystka, wróżka i złodziejka oraz kobieta zagubiona. Na końcu chora psychicznie i opuszczona. Świat, który wielbiła Papusza – zapomniał o Papuszy. I teraz – po latach – ten sam świat – powołuje ją, jej twórczość do życia.

I na koniec - muzyka... 

 

piątek, 18 października 2013
17-10-2013 - Tęsknota Podróżujących

Klika dni temu wróciłam z Gorców, Tatr i Pienin.. Tuż po tym jak skończyłam obróbkę zdjęć pomyślałam sobie, że najwyższy czas wyruszyć dalej.... Czym jest tęsknota do miejsca ? Czy czymś silniejszym niż tęsknota do drugiego człowieka ? Czym jest Tęsknota Podróżujących ?

 

 

Zaczynam rozumieć dopiero dziś, wróciłam do domu po 22:00. Odruchowo zajrzałam do skrzynki na listy (nie dostaję już listów, a szkoda) i z przestrzeni ciemności wyciągnęłam kopertę z Wołowca... Myślę sobie, że pójdę śladem tej Tęsknoty Podróżujących... Czasem bowiem bywa tak, że do miejsc tęskni się bardziej niż do ludzi, że spotkanie z góra, drzewem, lasem wywołuje emocje silniejsze niż cokolwiek innego na świecie...

 

 

 

 

 

 

 

środa, 09 października 2013
09-10-2013 - Proste rzeczy

Jest we mnie ostatnio taka tęsknota do rzeczy pięknych, a prostych. Kroję cebulę i myślę o świeżym chlebie z wiejskim masłem, talarkami cebuli i gruboziarnista solą. Gotuję zupy i po kolei – zamiast zup kremów stawiam na stole rosół, pomidorówkę, a dziś – kartoflankę (staram się szukać przepisu idealnego, na wzór Babci Ewy). Myślę o jabłkach, które podnosi się do ust wprost z trawy i wodzie pitej ze strumyka.

Nie tylko w gotowaniu przejawia się ta prostota – lubię naturalne kolory, a nawet ich brak; proste formy i wzory. Cenię ludzi, w których uczucia są proste, a intencje szczere. I dalej - kraje mi bliskie, ziemie niedalekie… A muzyka – niech płynie – gdzieś ze środka człowieka....

 


 

W ubiegłą niedzielę wybraliśmy się z Pt w Beskid Niski. Tak trochę na przekór jesiennej modzie na Bieszczady. Bo koloru w Beskidzie Niskim jest tyle samo, a kolorytu – nawet i więcej.

Jest w tym rejonie coś, czego na próżno szukać w Bieszczadach – pierwotna dzikość krajobrazu, wielokulturowość i ślady historii. Wiele tu miejsc, do których można się po prostu przytulić albo poczuć jak w domu.

Obraliśmy trasę na najwyższy szczyt Beskidu Niskiego – Lackową. Wyruszyliśmy z Wysowej Zdrój przez Hutę Wysowską, Ostry Wierch ku miejscowości Ropki i dalej przez Izby, Lackową, ponownie Ostry Wierch - do punktu wyjścia – Wysowej.  

 


 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Wczoraj, po powrocie z Czarownej Krainy, jakby na potwierdzenie tego, co w Beskidzie Niskim najcenniejsze czyli prostoty, pod wpływem chwili i dwóch kieliszków wina skreśliłam słów kilka …. Radosna prostota została doceniona. Oczekuję najnowszej powieści Stasiuka z imienną dedykacją.  A Was – zapraszam w Beskid Niski w poszukiwaniu Stasiuka… Wiele tu śladów z jego powieści –miast, wiosek, domów, a nawet drogowskazów…

Przyszedł mi do głowy pomysł na kolejny wpis, czas kończyć ten…

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 28
| < Październik 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
            1
2 3 4 5 6 7 8
9 10 11 12 13 14 15
16 17 18 19 20 21 22
23 24 25 26 27 28 29
30 31          
Tagi
stat4u