środa, 29 maja 2013
29-05-2013 - Dom na plecach

 Od dziecka mam sentyment do butów i torebek. To takie typowo babskie – buty w kolorze torebki albo w kolorze paska do spodni… Do tego kocham ponad wszystko – szaliki, chustki, apaszki. Lubię mieć czapę na głowie, a na nosie - ciemne okulary. Dobrze czuję się w jeansach w kolorze denim i lnianych spodniach, puchowych kurtkach i wielkich, ciepłych wełnianych swetrach. Zdecydowanie wygodniej mi w butach trekkingowych czy przysłowiowych trepach, niż w szpilkach. Za to latem po mieście gonię w płaskich, kolorowych sandałach.  Lubię rzeczy ze swoją historią, takie po kimś. Z dumą odkrywcy wchodzę do second handów w poszukiwaniu cuda na miarę człowieka…  A moje oczy błyszczą … na pchlich targach…

Ponownie wracam do tego tematu – rzeczy w moim życiu. Wiem, że mogę powiedzieć o sobie - Materialistka. Jestem materialistką! Tak, cenię rzeczy i przedmioty. Niektóre nawet bardzo, a poszczególne wręcz czczę.

Obok butów chyba najważniejszym przedmiotem w moim życiu zawsze były plecaki -  a bywały różne…

Mój pierwszy plecak – mały, granatowy plecaczek przywieziony dla Bliźniaczki i dla mnie przez IdC z Pragi… Miał urok harcerskiego plecaka i wesoły kolor.  Latałyśmy my z nimi z siostrą przez całe dzieciństwo to nad morze, to w góry, to na basen, a to do szkoły.. Do dziś nie mogę wyjść ze zdumienia – jak w takiej małej granatowej kulce mieściłam wszystkie niezbędne szpargały…. Do czasu…

Mój drugi plecak – zrobiłam go własnoręcznie w szkole podstawowej ze starych jeansów w kolorze denim, maminej spódnicy w kratkę, kolorowego sznurka i kilku naszywek… To był plecak, który odzwierciedlał moją osobowość i cały mój nastoletni świat,… Później udało mi się go jeszcze zamienić na plecak – kostkę z granatowego jeansu… Taki post-hipisowski wytwór z kwiatkami z filcu przyszytymi do górnej klapy…

 

Wówczas, gdy wszelkie dzieła rąk mych zawiodły – zdałam się na IdC i z jego pomocą udało nam się wygrzebać w Szmateksie plecak juchtowy ze skórzanymi szelkami i metalowymi klamerkami… Dziś mówię o moim trzecim ważnym nosidełku – Plecak a’la Karol Wojtyła… I z niemałym sentymentem wzdycham do czasów kiedy plecak i ja przemierzaliśmy zakamarki podkarpackich ziemi…

 

 

Kilka lat później Rodzicielka wiedziona przeczuciem i matczyną miłością, podczas jednej z wycieczek do Italii przywiozła pierwszy w moim życiu, cudowny jak na tamte czasy – plecak trekingowy…To był taki cud, ten mój czwarty plecak. Miał usztywniane plecy i pas biodrowy, dużą komorę i kieszonki z siatki… Dało się do niego przymocować karimatę i namiot. Małe cudo na wycieczki w Bieszczady.

Z czasem, gdy drogi się wydłużały i miejsca zaczęło brakować w jednej komorze z pomocą IdC udało mi się kupić pierwszy duży, profesjonalny plecak Natalexa (nota bene zastanawiam się kto dziś pamięta tę firmę)… Plecak Piąty służył mi latami, zresztą do tej pory gdzieś na strychu czeka na swoją długą wyprawę.. To był taki polski cudowny produkt… Ten kto miał więcej pieniędzy albo po prostu miał dostęp kupował Alpinusa od Hajzera, a ten kto miał tych papierowych trochę mniej – Natalexa od Wielickiego…

 

Mój piąty zmieniłam dopiero kilka lat później – gdy…. Nauczyłam się pakować – okazało się, że nie ilość a jakość się liczy… i tak na urodziny dwudzieste(któreś)… zażyczyłam sonie Vaude… Szósty służy mi do dziś… Jeżdżę z nim tam, gdzie potrzebne mi jest trochę więcej miejsca...

 

 

A na codzienne wycieczki – takie jedno – dwudniowe mam 30 – 40 litrowe plecaki i prawda jest taka, że to one zdeptały/zjeździły ze mną najwięcej świata…. Miałam już No Name, Campus-y, Hannah, a teraz testuję Altusa…

 

 

 

Po latach z domkiem na plecach wiem, że plecak jest ważny. Jak bardzo – dowiadujemy się w górach. Dlatego ufam – że mój plecak jest moim Przyjacielem !

 

 Ps. Niestety ze względu na złożoność archiwum domowego nie wszystkie stare zdjęcia udało mi się zdobyć na czas i wskanować. Poszukam jeszcze mała, granatową kulkę i mnie lub Bliźniaczkę. 

 

Tagi: plecak
23:46, inna_bajka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 19 maja 2013
12,18-05-2013 - A droga długa jest, nie wiadomo czy ma kres

Nienasycenie –to słowo, o którym ostatnio myślę najczęściej…Albo – inaczej – myślę nienasyceniem od kiedy słońce na dobre rozświetliło niebo. Każdego dnia moje ciało domaga się słońca, powietrza. Tak, jakby wybudzone z zimowego snu pragnęło regeneracji, jakiegoś powrotu do źródła życia. Wykorzystuję więc każdy moment i chłonę. A później, tak jak dzisiaj, przychodzi taka chwila otrzeźwienia i spokojnie mówię do siebie - Stój, przecież to dopiero maj. Jeszcze się zdążysz latem nasycić.. I jeszcze gdzieś po drodze Akurat do głowy mi przychodzi, a później Sted...

I tak - to prawda - jeszcze zdążymy się nasycić... 

Życie powoli uświadamia mi, że na wszystko jeszcze przyjdzie czas - na te niezrealizowane projekty, nieodbyte drogi, nieodwiedzone miejsca. Tydzień po tygodniu los jakby płata nam figle. Z takiego lub innego powodu pierwotne plany ulegają zmianie, ale jakoś nikogo to nie smuci. Przyjmujemy z pokorą i radością - samą możliwość kroczenia przed siebie. Odkrywamy tym samym, że nie u kresu podróży jest cel. Nadciągające burze nie przynoszą radości, ale np woda pita wprost ze strumyka czy piękne błądzenie wiejską drogą - już tak.

Ustrzyki Górne - Szeroki Wierch - Bukowe Berdo - Pszczeliny (Magura Stuposiańska - Połonina Caryńska -  Ustrzyki Górne)

Tydzień temu, wybraliśmy się z Pt w Bieszczady. Od pewnego czasu chodzi nam bowiem po głowie plan przejścia długiej i pięknej trasy. Takie uparciuchy z nas trochę - bo wiedzieliśmy że pogoda nie jest idealna, a właściwie cała droga będzie - uciekaniem przed burzą. Skoro jednak nie udało nam się przejść tej trasy późną jesienią, to korzystając z długiego dnia - postanowiliśmy podjąć próbę wiosną. Właściwie już po przekroczeniu granicy lasu odkryliśmy ze zdumieniem cudowną pogodę, szybko przeszliśmy Szeroki Wierch, odwiedziliśmy zupełnie puste Siodło pod Tarnicą, przebiegliśmy w dół do Przełęczy GOPRowskiej, kolejno przez piękne zielone Bukowe Berdo i w dół do Pszczelin. Nie zważaliśmy na przeciwności losu - słońce mocno dawało się we znaki, ból nogi doskwierał, ale cel pozostawał ważniejszy. Jeszcze na dole - jak nabieraliśmy do butelek wodę z górskiego strumienia - ufaliśmy, że pogoda się utrzyma i w końcu pozwoli na pokonanie trasy w całości... Tymczasem, tuż po rozpoczęciu drugiej części szlaku na niebie nagle zrobiło się ciemno. Musieliśmy się wycofać. Plan pomimo ogromnej motywacji i dobrego czasu - nie został zrealizowany.  Udało się przejść tylko połowę, a spory kawałek przedreptać asfaltem w kierunku Ustrzyk Górnych.... Po dobrych kilkudziesięciu minutach oczekiwania na okazję w końcu udało nam się spotkać ludzi dobrej woli z Włocławka. Gdyby nie pogorszenie pogody - nie spotkalibyśmy naszych kierowców, a oni zapewne nie mieliby okazji odwiedzić Siekierezady w Cisnej... Zupełnie przez przypadek na południu Polski spotkaliśmy osoby z Północy, którym Stachura nie był obcy... I tak Stachura z Kujaw, Siekierezada na Podkarpaciu. My z Podkarpacia z ludźmi z Kujaw.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Temeszów - Ulucz* - Dobra - Łodzin - Hłomcza - Mrzygłód - Witryłów - Temeszów ( w zamiarze - Temeszów - kierunek Dubiecko)

IdC mawia, że rower jest optymalnym narzędziem poznawania - chodzenie nie pozwala poruszać się wystarczająco szybko, a jazda samochodem - wystarczająco wolno. Jeżeli ktoś więc chce poznać region, odkryć drogi - powinien wsiąść na rower i chłonąć każde dziwactwo lokalne po drodze. Zabraliśmy rowery na Pogórze Dynowskie i po drodze wymyślaliśmy trasę. Trochę z duchem idei Cudze chwalicie, swego nie znacie...

Nie było więc konkretów, tylko droga na wprost, słońce i krajobrazy.... Po jakimś czasie odkryliśmy, że w cudowny sposób zbłądziliśmy z obranej trasy - ale biorąc pod uwagę piękne okoliczności - jakoś z tego przypadkowo wybranego kierunku wcale, a to wcale nie chcieliśmy zawracać... Kilka spojrzeń na bardzo starą mapę pozwoliło nam obrać nową trasę i tym samym odwiedzić nowe miejsca - dotrzeć do starych ukraińskich wsi, zobaczyć cerkwie, resztki zabudowań, drogi które mają swój koniec w lesie - takie małe cudowności. Błądzenie – bywa cudowne !

 


 

 

 


 

 

 

 


 


 

* Ulucz ma też swoją cerkiew, bardzo dobrze zachowaną. Więcej informacji TUTAJ. Ponieważ my tą cerkiew zwiedzaliśmy wcześniej - nie zamieszczam zdjęć. 

 

wtorek, 14 maja 2013
14-05-2013 - DKMS - Bardzo fajna sprawa. I tyle.

Od czasu mojej rejestracji w bazie DKMS minęło kilka lat. W tym czasie udało mi się namówić dokładnie JEDNĄ osobę na zostanie potencjalnym dawcą. Może zbytnio się do tego nie przyłożyłam, może za mało na ten temat mówiłam....A może w przypadku, gdy chodzi o czyjeś życie nikt nie chce słuchać... Nie wiem, nie mnie oceniać...

Dziś Pt oczekuje na zakończenie formalności i otrzymanie karty dawcy, a jeden z naszych wspólnych znajomych otrzymał informację o zgodności i w spokoju oczekuje... 

Korzystam więc z okazji - od czasu mojego wpisania na listę - liczba potencjalnych dawców wzrosła CZTEROKROTNIE. Ale skoro problem wciąż istnieje - to wciąż jest nas za mało. W dzień kiedy świat dowiedział się o kontrowersyjnej decyzji pięknej  Angelinie Jolie, pozwolę sobie na zuchwałość - poniżej link:

 

http://www.dkms.pl/dawca/rejestracja/index.html

 

 

Jestem potencjalnym dawcą w bazie DKMS, z pełną świadomością wyrażam zgodę na przeszczep moich organów po śmierci i oddaje się w tej kwestii woli POLTRANSPLANTU.. Bliskie mi osoby wiedzą jaka jest moja wola względem mojego ciała.

Tyle w tym temacie.

 

 

 

Tagi: DKMS
23:29, inna_bajka
Link Komentarze (2) »
piątek, 10 maja 2013
1-4 - 05-2013 - Majówka

W tym roku z założenia Majówka miała być pełna ludzi, dobrego jedzenia, wspaniałych gór i wielu wspomnień. To pierwszy taki mój wyjazd od wielu, wielu lat. Wypad za miasto, bez sportowego zacięcia, gonitwy po szlaku.... Taki wyjazd bardziej dla bycia wśród ludzi w sprzyjających okolicznościach przyrody. Z odrobiną alkoholu, masą dobrego jedzenia, dużą dawką humoru i krajobrazu. 

Przyznam - nie jestem przyzwyczajona do takich wyjazdów. Osobiście jestem zwolennikiem wędrowania w dwie, maksymalnie trzy osoby. Uważam, że człowiek zupełnie inaczej odbiera wówczas góry i całą przyrodę, która go otacza. Wędrowanie w grupie - a szczególnie wśród ludzi, z którymi słowa z łatwością się przeplatają ma jednak swoje zalety, których próżno szukać gdzie indziej... Nazywałabym je nawet bardziej nie wędrowaniem - a BYWANIEM W GÓRACH.

Tegoroczne majowe bywanie w Bieszczadach miało całą masę odcieni i kolorytów - przyroda dopiero budziła się do życia, a ludzie i zwierzęta po bardzo długiej zimie chłonęli ją całą, w każdej minucie, każdą komórką ciała. Na szlakach próżno szukać takiej ilości turystów zimą. W miejscach, gdzie jeszcze kilka miesięcy temu były dwie, może trzy osoby - dziś pojawiały się ludzie niczym mrówki... Ale udało się nam - poczekać na zachód bez zachodu słońca na właściwym szczycie Smereka, wypić zdrowie Roberta na szczycie dostępnym dla turystów. A następnego dnia - wymyślić nowy toast - Za Straż Graniczną! w ramach obdarowania nas mandatem 100 zł za wchodzenie w teren przygraniczny...  Dalej były kolejki wchodzące na szczyt Tarnicy, Halicza czy Rozsypańca, a na samym końcu tego szlaku- zamknięty jedyny i ostatnio zajazd strudzonego wędrowca w Wołosatym. Ostatniego dnia, przed wielką burzą, udało się jeszcze odwiedzić Cmentarz w Beniowej, groby Stroińskich w Siankach i zobaczyć źródło Sanu.

Widzę jak Moje Bieszczady zmieniają się z roku na rok, stają się coraz mniej moje, a coraz bardziej turystyczne. Tam gdzie kiedyś przez kilka godzin nie można było spotkać człowieka na swej drodze – dziś powoli krok w krok wchodzę z innymi. Tam gdzie kiedyś rosły wielkie trawy i w promieniu kilku godzin wędrówki nie można było spotkać śladu człowieka – dziś są drewniane kładki, ogrodzenia i turyści sączący piwko przy cmentarnych grobach. Kiedyś można było samochód postawić na skraju leśnej drogi, przejść szlak i powoli powrócić. Dziś – parkingi kosztują 10 zł, wejście do parku 6 zł – ale ktoś dba o moje góry. A to ważne.

Nie tylko więc za Straż Graniczną, ale za Strażników BPN też !  

 

 

Przygotowania z R

 

 

Połonina Wetlińska/ Smerek

 

 

 

 

 

 

Worek Bieszczadzki - Wołosate, Rozsypaniec, Halicz, Tarnica, Wołosate

 


 

 

 

 

 

 

 

 Beniowa - Sianki - Źródła Sanu

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Bystre - cerkiew i cmentarz 

 

 

 


wtorek, 07 maja 2013
06/07-05-2013 - Moje Baby Mają Głos !

Gdzieś pomiędzy 00 a 01 w nocy zdałam sobie sprawę, że ilość zaległych wpisów zdecydowanie góruje nad możliwościami Wiosennej Mnie. Dlatego licząc na wyrozumiałość - dziś Moje Baby Mają Głos. 

Ad rem - Babskie Wieczory czyli Moje Baby Mają Głos 

Nie wiem skąd wziął się pomysł damskich wieczorów przy dobrym jedzeniu, słodkościach, plotkach, kosmetykach i odrobienie babskich alkoholi. Może jeszcze z liceum, kiedy to w cztery przemierzałyśmy trasę od jednych drzwi do drugich, a może bardziej - z tęsknoty za tamtymi czasami, za tą solidarnością i myślą jedną, wspólną. Z Moimi Dziewczynami, a właściwie z większą częścią tego grona znamy się od czasów niepamiętnych, albo ledwie pamiętnych,... Szczęście chce - że grono systematycznie się powiększa i tym samym pozwala nam - na włączanie do grupy coraz to nowych Bab. Zataczamy szersze kręgi, poznajemy nowe poletka i cieszymy się z tego, że kobieta z kobietą może po prostu pogadać; wrzucić kilka zdań do życia i przy okazji namieszać coś w garze... 

Ponieważ to, co na Babskich Wieczorach zostaje w Babskim Gronie - do wiadomości publicznej puszczam tylko kilka specjałów moich dziewczyn.... 

 

W zapisie oryginalnym poniżej publikuję poniższe, a żeby przepisy nie straciły na swym charakterze i oryginalności - pozostawiam je w oryginale.... A że karmić ludzi jest rzeczą świętą...

 

Ciasto marchewkowe Z 

1,5 szklanki cukru
4 jajka
2 szklanki mąki tortowej
1 łyżeczka cukru wanilinowego
2 łyżeczki sody
1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
1 1/4 szklanki oleju
1 łyżeczka cynamonu
2 szklanki startej marchewki (na średnim oczku) jeśli ktoś chce by marchewka była bardziej wyczuwalna to na dużym
1 łyżeczka gałki muszkatołowej
garść migdałów(opcjonalnie)
polewa:
serek Bieluch,2 łyżki soku z cytryny i parę małych łyżeczek cukru lub cukru pudru(polewa ma być słodko-kwaśna)
Jak zrobić:
1.Jajka ucieramy z cukrem na białą, puszystą masę. Stopniowo dodajemy przesianą mąkę, sodę, proszek do pieczenia, cukier wanilinowy, cynamon, gałkę muszkatołową i olej. Na końcu dodajemy startą marchewkę. Mieszamy wszystkie składniki.
2. Płatki migdałów(opcjonalnie) kruszymy i dodajemy do naszej masy marchewkowej.
3. Pieczemy w rozgrzanym do 180 stopni piekarniku przez ok. 55 minut. (jeżeli ciasto jest już brązowe, należy nakłuć je i sprawdzić, czy masa w środku nie jest płynna). Jeśli jest płynna należy piec jeszcze przez 15 do 20 minut, po czym sprawdzić ponownie i odpowiednio wydłużyć czas do 10-15 min(zazwyczaj nie ma już takiej potrzeby .Gdy ciasto ostygnie polać polewą.

Muffiny a'la L 

Oto jest (z modyfikacją):

Muffinki

2 niepełne szklanki mąki
2 łyżki kakao
1 łyżeczka proszku do pieczenia
0,5 łyżeczki sody
2 łyżki brązowego cukru
0,5 łyżeczki soli
2 jajka
1 szklanka mleka (dodałam 2 łyżeczki śmietany 12%)
1/2 szklanki oleju roślinnego (oliwa lub masło)

Dodatkowo:

słoiczek wiśni w syropie

Przesiać mąkę, proszek, cukier, kakao, sodę i sól do jednej miski. W małej misce połączyć jaja, mleko i olej, używając trzepaczki. Miksturę dodać do suchych składników i mieszać. Niezbyt dokładnie - bardzo ważne, żeby po prostu te suche składniki były ledwie wilgotne i wszystko nie za bardzo wymieszane. Przełożyć łyżeczką do formy - każdą dziurę wypełnić do dwóch trzecich. Na wierzchu położyć wiśnię. Piec w 200 st. przez 15 do 25 minut, aż będą złotobrązowe. Zostawić do całkowitego ostygnięcia.

 

Pastę z makreli do bagietek według R 

 

przepis na pastę makrelowo - chrzanową

 

1 serek biały kanapkowy ( "bieluch" może być też riccota)

1 wędzona makrela

2 łyżeczki chrzanu tartego ( ze słoiczka)

pieprz cayenne, majeranek

 

 


piątek, 26 kwietnia 2013
26-04-2013- Dlaczego buty wychodzą z szafy ?

 

 

 

W marcu, podczas jednej z końcowych wypraw zimowych tego sezonu – dużo rozmawialiśmy o przedmiotach, o ich stosunku do nas, i naszym stosunku do nich. Pewne rzeczy mają dla nas szczególnie istotne znaczenie, chcemy żeby były ponadczasowe i trwały wiecznie. Mamy cukiernice z dziada pradziada, stare zabytkowe meble, swetry z poprzedniej epoki (które cudem są wciąż modne), sztruksy po tacie i żakiecik po mamie… Nie wspomnę już o nieśmiertelnych skórzanych kurtkach, marynarkach, czy torbach – listonoszkach. Dziedziczymy -  zacne bibeloty, obszczerbione kubki czy miseczki, wytarte chodniki i stoły z powyłamywanymi nogami… A książki ? Dziedziczymy broszury, książki,  małe biblioteki, a szczęściarze – wielkie skarbnice, pełne białych kruków. Mamy co dziedziczyć…

Hrabia B mówi, że moje pokolenie ma szczęście – bowiem dostaje nie tylko całą masę przedmiotów, miejsc,… ale też – taką samą sumę doświadczeń i wspomnień…. On mówi o swoich rówieśnikach – jako o pokoleniu, które po przodkach dostawało kromkę z masłem. Hrabia B nie tylko kromkami z masłem żyje – ale widocznie odnalazł sam to, co miał odziedziczyć.

A ja ? Co odziedziczyłam po przodkach ? Całą masę ! Miałam czerwone człapki po mamie jako dziecko, sztruksy po tacie; skórzaną kurtkę, którą rodzicielka „wystała” w pewnym sklepie w Krakowie… I serwis po babci, książki, trochę mebli…. Ale przede wszystkim mam całą masę – zdjęć i miejsc. Choć skoda, że nie ma w tym wszystkim opowieści o życiu, czasem brakuje wspomnień przedmiotów. Dlaczego przedmioty nie mówią, nie opowiadają? A może opowiadają, tylko my, ludzie – nie potrafimy słuchać.

Czy moje przedmioty opowiedzą kiedyś komuś swoje historie ?

Nie wiem,… Dlatego dziś -wyręczę moje Buty. Miały być wieczne, a tym czasem dziś wyszły z szafy.

Wieczne Buty*. Wyprosiłam je pewnego lata od IdC za dobre wyniki w nauce. Wcześniej – moje nogi po górach chadzały w zamszakach (zamszowe, lekkie buciki, przemakające do granic możliwości), albo wielkich i ciężkich glanach ( musiały być inne więc były bordowe). Później cudem, dzięki przychylności pewnego zakładu pracy, udało się zdobyć prawdziwy but roboczy, taki z blachą na palcach, ciężki i masywny. Genialny do czasu pierwszego zamoczenia, później – uciążliwy. Nie mniej jednak – jak na tamte czasy i warunki – cudowny.

Wyobraźcie sobie więc moją radość, jak po uzbieraniu odpowiednio wielkiej kwoty pieniędzy udało mi się zamówić prawdziwy but trekingowy marki Aku. But z założenia musiał być wieczny (choćby ze względu na cenę), miał mieć podeszwę na vibramie i gore-tex w środku… Kolor – o dziwo – mniej ważny, ale istotny. Jak je już dostałam, miałam w rękach – czyściłam, impregnowała i nadawałam prawie sakralnego znaczenia. Ale, że but przeważnie sięga bruku –to żyły one sobie swoim życiem bardzo długo. Zjeździły ze mną kawał Polski i kawałek świata. Suszyły się w słońcach i piaskach, chadzały po strumykach, maczały noski w morskich wodach i tonęły w śniegach wysoko w górach. Były nieśmiertelne, ale do czasu … Pewnego pięknego wieczoru, długo po tym jak z butów górskich stały się już butami miejskimi podczas jednego z wieczornych spacerów odkryłam, że but w deszczu wydaje dziwne dźwięki, a podeszwa to właściwie jest koszmarnie zdeformowana… Tak więc, kiedy to kolejne Meindle zagościły w mojej szafie –Aku musiały odejść do innej szafy… I teraz, w Beskidach od czasu do czasu, podczas niepogody czy w chwili złej - będą cieszyły moje oczy, a stopą nie będą dawały zmarznąć…  I co z tego, że krzywe i już zupełnie pozbawione koloru /?/ Moje Wieczne Buty…

 

 

 

* Wieczne Buty – zgodnie z etymologią tego związku frazeologicznego – to nazwa, która tyczy się obuwia wszelakiego, które nie poddaje się upływowi czasu. Określenie po raz pierwszy zostało użyte w Łukawicy (a właściwie w Monastercu) jako nazwa dla człapaków IdC, które pierwotnie były trzewikami, kolejno – butami wsuwanymi, później – klapkami, a na samym końcu pantoflami… Wieczne Buty IdC odeszły w zapomnienie wraz z naszym odejściem z Łukawicy.

 

 

 

 

 

 

 

Tagi: aku buty Meindl
21:27, inna_bajka
Link Komentarze (3) »
czwartek, 18 kwietnia 2013
18-04-2013 - Biały

Rozgościła mi się wiosna na trawniku.

Otwieram oczy, odsłaniam okna.

Po "zielonym" z głową do góry spaceruje biały gołąb.

Pakt pokojowy /?/

Rozmawiać... /?/

Czasem o jedno słowo za mało, czasem o jedno słowo za dużo...

Czasem o jeden krok za mało, czasem o jeden krok za dużo...

Świat rządzi się swoimi prawami.

Ludzie też

A pomiędzy tym wszystkim i we wszystkim III Zasady Dynamiki Newtona...

 

Akurat - Droga Długa jest... To dźwięk z dalekiej drogi na Wschód...

Kg wczoraj zadała pytania kluczowe... Dlaczego to, co ważne jest tak ważne ? Co Ci daje to, co jest dla Ciebie ważne i najważniejsze ... No i w skąd ta hierarchia wartości ...  ??? A czy nasze wartości nie są wypadkową pewnych doświadczeń i przeżyć ? 

 

 

 

 

 

07:39, inna_bajka
Link Dodaj komentarz »
niedziela, 31 marca 2013
31-03-2013 - Nie w swoim łóżku

Nie w swoim łóżku, ale właściwie w czyim łóżku ? Do kogo należy łóżko, w którym właśnie położyłam swoje ciało ?

Moje ciało przez lata przystosowało się do spania w miejscach różnych. Bez problemu przykładam głowę do poduszki w hotelowych pokojach, układam ciało na ziemi, wtulam się w ciepły śpiwór na litych deskach. Potrafię też wykorzystać kilkugodzinną podróż na siedząco w środkach transportu aby śnić... A jak zajdzie potrzeba - moje ciało na stojąco przymyka powieki. 

Od dobrych kilku dni, a może już tygodni zasypiam się i budzę w miejscach różnych. Właściwie nie mam z tym problemu. Ale - co dziwne - nie w każdym z tych miejsc chce pozostać na dłużej. Myślę o tym dziś właściwie od rana. Od kiedy cały Beskid Sądecki zasypał gęsty mokry śnieg... Perspektywa zostania dłużej na tej ziemi wywołała we mnie irytacje, i nie dlatego że nie lubię Beskidów - ale dlatego, że nie zawsze dom jest wszędzie.

Pomyślałam o tym w świąteczny poranek - bo dokładnie tydzień temu mieliśmy (z powodu mrozu i śniegu) problem z wyjechaniem z Osmołody. Wówczas - perspektywa pozostania jeszcze kilka dni u Juli i Wiktora w Arnice - właściwie mnie ucieszyła. Dziś natomiast - kolejne noce na podłodze napawały mnie strachem. I nie chodzi tu przecież o warunki, w których dane mi było spać, a bardziej o krótkie - tam dom twój, gdzie serce twoje... 

Mogłabym napisać tysiące pięknych słów o górach i Gorganach, o drodze do góry i na dół, o pogodzie nie w sam raz. I równie dużo o ludziach na miarę człowieka, wspólnych chwilach w górskiej chacie u podnóża Groffy, trunkach wszelakich, korzeniach, baniach i radości w każdej komórce ciała.

 

Ale czy w słowach można oddać wszystko, to co czuje się w górach ?

 

Nie byłabym sobą, gdybym Osmołody nie sfotografowała na swój sposób - jest więc Ralf - podobno jeden z najpopularniejszych psów występujących wśród internetowych forów. (Retro)Skiturowiec ze Lwowa, który z wielką powagą pozował mi do zdjęć. A ja - nie mogłam sobie odpuścić takiej okazji, choćby dlatego że Pan jest dla mnie dowodem na to, że jak się bardzo chce, to można. I dodatkowo - można w każdym wieku. Jest też tu namiastka z kulinarnych eksperymentów - piec chlebowy z Osmołody... Topienie śniegu na wodę nie było bowiem tak widowiskowe... 

 

 

 

 

 

 

 

 

 


Ps. Dom, w którym dziś śpię pozwala ciału odpocząć... Radości na  ten Świąteczny Czas, pozdrawiając dziś z Krakowa. 

 

 

 

 

środa, 20 marca 2013
19-03-2013 - Wpakowana

CSW mnie wpakowała. Właściwie to usiadłam na sofie z zamiarem urzeczywistnienia wpisu, który chodzi za mną od czasu ostatnich kroków po Połoninie Wetlińskiej,... Ale, że mnie wpakowała w pisanie, a ja taka niespakowana... To... 

Na podłodze porozrzucane szpeje, ciuchy, kije, gogle i te inne... a ja siedzę i piszę... Łudzę się, że to współczesny Kwestionariusz Prousta ... 

 

 

11 Ciekawostek o Mnie 

/Wybór przypadkowy czyli To Co Aktualnie Przychodzi Mi do Głowy/

 

Pierwsza - Powinnam się pakować, a piszę. Lubię być gdzieś,a nie lubię się pakować. Zawsze myślę, że zajmie mi to godziny, a przeważnie zajmuje kilka minut. Tym razem powinnam się pakować, bo jak coś zapomnę - to może zaboleć... 

Druga - Pt miał mi kupić słownik ortograficzny, a ja się obecnie zastanawiam czy lekcje kaligrafii też nie staną się z czasem przydatne. Mimo to - piszę wciąż bloga... 

Trzecia - Lubię mieć za dużo rzeczy na głowie. Tak, że rzeczy, ludzie i zdarzenia nie mieszczą się w grafiku. Ze swobodą i usprawiedliwieniem mogę sobie wtedy ponarzekać. 

Czwarta - nie toleruję łysych, niskich, przemądrzałych i dwulicowych piłkarzy ligi ostatniej /wtajemniczeni wiedzą o co chodzi/... Poza przypadkami skrajnymi - wierzę w Ludzkość. Czasem za bardzo!

Piąta - zdecydowanie myślę, mówię, czytam i działam za szybko ! 

Szósta - nie zjadłabym obiadu złożonego z krupniku i kotleta schabowego.

Siódma - nie dam się pokroić za parę szpilek, ale za buty trekingowe to już tak ! 

Ósma - dzisiaj Pan na przeciwko zapytał dlaczego się cały czas uśmiecham. Odpowiedziałam: Ja już tak mam !, a on na to: Czy mogę Pani numer telefonu /?/  Pomyślałam: Kolejny Debil... Czasem bywa tak, że rzeczy i ludzi trzeba nazwać po imieniu.

Dziewiąta - po ojcu odziedziczyłam myśl przewodnią : Forever Young ! A ja ani nie FOREVER, ani nie YOUNG !

Dziesiąta - nie wycięłabym ani jednego fragmentu ze swojego życia, nawet tego kompromitującego czy nudnego... 

Jedenasta - Jestem Szczęśliwa ! 

 

Wywołana do Tablicy Odpowiadam Ja: 

1. Gdyby muzyka została zdelegalizowana, to co?

Zaczęłabym śpiewać w gronie najbliższych, najbardziej zaufanych osób. Wówczas - straciłabym resztki przyjaciół.... Ci mi światkiem co słyszeli. A Duet Ja i Bliźniaczka jest już absolutnie, niezaprzeczalnie nie do zniesienia ! 

2. Idol nastoletni, czyj plakat wisiał na Twojej ścianie?

 

No to pójdą gromy z jasnego nieba - The Kelly Family, Beverly Hills 90210, Guns'n Roseso plakatów z Anią Shirley i Markiem Edelmanem nie produkowali. Ale połączenie ! 

3. Marakesz transportem kombinowanym, czy Tunezja zorganizowaną wycieczką?

 

Zdecydowanie - Marakesz transportem kombinowanym z noclegiem u tubylców ! 


4. Styl retro, czy nowoczesny?

 

Retro ! Ale bez dzierganej serwety na stole i firanek z koronki.

5. Najlepsze remedium na wieczór, gdy nosa się na dwór nie daje wystawić?

 

A jest taki dzień kiedy się nie da nosa wystawić ?  

6. W torebce chusteczki i szminka, czy zestaw survivalowy z igłą, nitką, parasolem, linką holownicza, miętówkami i małym, dmuchanym czołgiem?

 

Chusteczki, szminka i .......... kalendarz.


7. Grill w ogrodzie czy bankiet u prezydenta?

 

Grill w ogrodzie, na bankiet u prezydenta nie miałabym co włożyć ;) 

8. Rano, wieczór, we dnie czy w nocy?

 

Rano, w wieczór, we dnie i w nocy też. 


9. Najbardziej nielubiany element w mieszkaniu?

 

Dywan z sypialni.

10. Gdybyż był wybór: etacik, freelancer czy kurczak domowy?

 

Freelancer


11. Danie, dla którego wpraszają się do Ciebie goście.

 

Gości trzeba pytać. But - bo kucharzy czasem bywa wielu. 

 

 

 

Moje 11 Pytań do  ........ 

 

 

1. Dwa powody, dla których warto wstawać rano ?

2. Danie, które przyprawia o zawrót głowy ?

3. Życie z bogiem czy bez boga ?

4. Wschód czy Zachód ?

5. Trampki, szpilki czy japonki i dlaczego ?

6. Konkretna informacja czy szybka plotka ?

7. Dlaczego przykładasz głowę do poduszki ?

8. Co w drugim człowieku kręci najbardziej ?

9. Spokój w czterech ścianach czy spotkanie z nieznanym ?

10. Dlaczego (nie)przeczytałam(em) w Poszukiwaniu Straconego Czasu?

11. I z powodów ideologicznych - DKMS /?/

 


ZASADY - tutaj 

Czyli po pierwsze - 11 prawd o sobie, po drugie - 11 odpowiedzi na moje pytania i po trzecie - jedenaście swoich pytań do świata.

 

A że jestem sobie człowiekiem wolnej woli i nie lubię nikogo zmuszać - niech się pochyli nad tym -  ten, kto chce... 

Miło będzie gdy odpowie: Minouche, Itaka, Marathoner (bo on cały czas biega), Aga.... 

Dodam - wybór troszkę przypadkowy, dyktowany losowo... 

 


 

 

 

 

 

07:34, inna_bajka
Link Komentarze (2) »
niedziela, 10 marca 2013
03-08-03-2013 - O pasji z pasją przez pasję

O pasji się dyskutuje ale z pasją już nie. Bez względu na to jak mała lub wielka jest.

Trzeciego marca 2013 wchodziłam na Smerek, a później krzątałam się w śniegach pomiędzy Chatką Puchatka na Połoninie Wetlińskiej, a Kalnicą. Czułam szczęście w każdej, nawet najmniejszej komórce ciała i z każdym krokiem przekonywałam się, że moje życie bez gór nie byłoby moim życiem. Nie chciałabym mojego życia bez gór.

Jeżeli się waham - idę w góry, jak nie potrafię sobie z czymś poradzić - idę w góry. I wtedy kiedy różne decyzje mojego życia kiełkują wewnątrz, i wtedy kiedy dojrzewają, i wtedy kiedy wchodzą w życie - idę w góry.

Bez względu na to gdzie dotrę i kiedy - chcę żeby były tam góry. Teorii na temat Broad Peak jest wiele, nie chcę z nimi dyskutować. Nawet nie chcę ich czytać. Nie jest dla mnie ważne dlaczego i po co... Wiem, że jeżeli ktoś decyduje się na krok do góry przez śnieg i lód jest w nim wielka pasja, pasja silniejsza od wszystkiego. A ta pasja to właściwie życie... 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Kilkanaście miesięcy temu, po jednej z górskich zimowych wypraw, siedząc już w samochodzie w drodze powrotnej do domu , zupełnie nagle przyszła do mnie myśl. Dotarło do mnie, jak cholernie trzeba to lubić i w to wierzyć, żeby nie bacząc na mróz, zamarzające ręce, zmęczenie, pot, brud  - czuć wszechogarniające szczęście i radość najwyższą.

 

Każdemu - Takiej Pasji Właśnie...

Proszę, nie dyskutujcie z Pasją. 

 

20:02, inna_bajka
Link Komentarze (3) »
| < Czerwiec 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
      1 2 3 4
5 6 7 8 9 10 11
12 13 14 15 16 17 18
19 20 21 22 23 24 25
26 27 28 29 30    
Tagi
stat4u